Czarek pisze:istred pisze:Wyluzujcie trochę. Drużyna przegrała mecz, a wy zachowujecie się jakby ktoś umarł. Spokojnie. Sezon się jeszcze nie skończył, trzy mecze przed nami, a najgorsze co się może stać, to że Motor nie zdobędzie medalu. Są w życiu naprawdę gorsze rzeczy.
No proszę! Na forum objawił się nam rzadki gatunek kibica - zimy obserwator, pozbawiony emocji, który nie przeżywa porażek, bo są rzeczy gorsze od nich, a najważniejsza jest racjonalizacja tego co dzieje się z drużyną. Tak naprawdę nie spełnia on warunków definicji kibica konkretnej drużyny.
Gdyby żużel nie budził we mnie emocji, to bym pewnie nie marnował na niego czasu.
Cieszę się jak Motor wygrywa, czuje smutek jak przegrywa. Lubię też podyskutować o meczu.
Nauczyłem się nie utożsamiać sukcesów i porażek drużyny ze swoimi sukcesami i porażkami tj. porażka Motoru nie jest moją porażka, a zwycięstwo nie jest moim zwycięstwem. Polecam. Można złapać trochę dystansu i być znacznie zdrowszym.
Uważam za chore wyżywanie się na zawodnikach, którzy słabo pojechali, obwinianie tego czy tamtego. Jaki jest koń, każdy widzi. Zawodnicy też doskonale wiedzą ile punktow zdobyli i kogo pokonali. Jestem przekonany, że potrafią ocenić czy odjechali dobry czy słaby mecz.
...choć z drugiej strony taki jest też wymiar kibicowania, żeby wypełnić swoje życie czyimiś sukcesami, kiedy nie ma się własnych. Stąd też pewnie porażka tak bardzo boli.
PS. Swoją drogą żeby się określać kibicem to chyba przydałoby się bywać na stadionie, a ja już od kilku lat nie odwiedziłem Zygmuntowskich na meczu w Ekstrakidze, sporadycznie jakieś wyjazdy albo zawody młodzieżowe. Walka o bilety, walka o miejsce na trybunach... Nie dla mnie ta cała zabawa, nie dla mnie ten splendor i chwała. Chyba mogę się określać co najwyżej telewizyjnym widzem i sympatykiem Motoru.