#963 Postautor: dannie » 14 marca 2023, o 18:01
Ja uważam, że w kwestii podejścia do kibiców i szeroko rozumianego marketingu nasz klub na pewno nie jest na mistrzowskim poziomie. Póki co bronią go przede wszystkimi wyniki. Gdy ich zabraknie albo gdy sukcesy spowszednieją to wyjdzie na wierzch całe gówno i lata zaniedbań. Wtedy przekonamy się czy klub "wykorzystał moment" na zbudowanie swojej tożsamości, na związanie się z lokalną społecznością, z kibicami czy też ten moment przejadł. Wtedy zobaczymy, na ile blisko nam (oczywiście zachowując proporcje) do klubów takich jak Falubaz (w środowisku żużlowym), Górnik Zabrze, Ruch Chorzów, Lech Poznań (w polskim środowisku piłkarskim), Juventus czy Glasgow Rangers (w światowym środowisku piłkarskim), które - dzięki swojej marce wśród kibiców, swojemu znaczeniu dla lokalnej społeczności - były większe niż wyniki, które osiągały i które nawet upadając mogły być pewne, że za chwilę wrócą na "należne im miejsce" wśród najlepszych, bo po prostu nikt nie pozwoli im gnić w czeluściach nicości.
Póki co klub nie robi nic, aby taki status osiągnąć. Nie chce mocniej zapuścić korzeni wśród szerokiego grona sympatyków (niekoniecznie kibiców) czy po prostu w świadomości społecznej mieszkańców Lublina czy województwa. Rzucanie hasłem #lublintożużel to trochę za mało.
Brak większych akcji marketingowych/społecznych poza stadionem (choćby zajęcia z dzieciakami w przedszkolach, szkołach, co jest już zupełnym standardem w wielu klubach, Falubaz praktykuje to od lat). Brak prospołecznych inicjatyw np. pula tanich biletów dla dzieciaków, których nie stać na takie atrakcje itd. itd.
Oczywiście, że popyt kształtuje ceny, ale jednak jeżeli buduje się markę, a nie myśli tylko o tym, ile i za ile sztuk towaru mogę sprzedać tu i teraz, to należy politykę cenową prowadzić z głową.
Ustawiając ceny na rynkowym poziomie oczywiście, że je sprzedamy, ale co to może oznaczać w dłuższej perspektywie? Że odcinamy się od całych rzesz wiernych kibiców, którzy przyjdą i na II ligę, ale których na super drogie bilety nie stać. Natomiast wielu z tych, którzy teraz płacą słono za każde wejście na stadion "płaci i wymaga" wyniku. Gdy do zabranie, odejdzie bez chwili zastanowienia.
Może ja mam spaczone podejście do sportu i klubów sportowych, ale chciałbym wierzyć, że mogą one być czymś więcej niż biznes, że mogą być nośnikiem emocji i wartości (co nie znaczy, że nie mogą być dochodowe albo chociaż niedeficytowe). Przez dziesięciolecia kluby sportowe kształtowały lokalne społeczności, budowały poczucie ich tożsamości, pozwalały ludziom na identyfikowanie się z kimś lub czymś.
Chciałbym, żeby ktoś chciał chociaż tak spojrzeć na żużlowy Motor.
I żeby nie było. Nie nawołuje tutaj do rozdawnictwa biletów, obniżenia cen itd. Chodzi mi o szersze spojrzenia na problem i próbę bardziej złożonego podejścia do jego rozwiązania.
Powyższe odnosi się również do całego marketingu, do informacji publikowanych w mediach społecznościowych, do organizowania pseudo-podziękowań dla kibiców i całej masy pomniejszych spraw, które w klubie się ignoruje.
Może być też tak, że obecna ekipa założyła sobie plan na 10 lat żużla w Lublinie. Pobawi się tymi klockami. Wyciśnie z tego tyle, ile się da i tyle. Nie ma zamiaru budować czegoś na lata. Dla siebie lub dla swoich następców.
P.S. i jak generalnie nie jest mi nijak po drodze z kibolami piłkarskiego Motoru, to jednak w pełni zrozumiałem ich sprzeciw wobec decyzji klubu, aby na mecz z Rakowem ustalić ceny na tak wysokim poziomie, a przede wszystkim żeby nie przewidzieć w ogóle biletów ulgowych (sic!) - zamiast wykorzystać ten mecz jako szanse na zapełnienie Areny pod korek i ściągnięcia na mecz Motoru młodych dzieciaków, którzy może później zaciągnęliby rodziców i na ligę, to klub połasił się na szybką kasę.
