blajar pisze:Żebyśmy mieli jasność. Nie jestem orędownikiem wprowadzania sztucznych regulacji, itp. :) Zdecydowanie popieram wolny rynek, choć trzeba mieć świadomość, że każdy "wolny rynek" działa jednak w pewnych ramach :)
Równość w sensie zrównoważenia, przynajmniej w przybliżeniu popytu i podaży (klubów i zawodników). Dlatego zapytałem w nawiasie, czy to przypadkiem nie utopia.
Moim zdaniem to, że którakolwiek ze stron jest wyraźnie silniejsza, jest zła i z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. Dlatego zamiast produkować obwarowania, sztuczne nakazy i zakazy, prekontrakty, KSMy, lepiej zastanowić się, jak zwiększyć ilość dobrych zawodników. Oczywiście nie doprowadzi to do sytuacji, w której każdy klub eligi będzie miał swojego Zmarzlika ale już takich Thomsenów, Dudków, Drabików, Holderów, etc. przydałoby się więcej.
Cóż zatwardziałym wolnorynkowcem nie jestem ;) Nie o to mi nawet chodzi.
Co do zasady tak, jeżeli jedna ze stron jest wyraźnie silniejsza od drugiej to na pewno nie jest to właściwie funkcjonujący rynek. Tu się zgadzam. Jednak nie zgadzam się, że ten opis dotyczy rynku żużlowego. To, że jedna strona dyktuje ceny nie jest oznaką, że ten rynek źle funkcjonuje. Zawsze jedna ze stron dyktuje cenę.
Rynek jest normalny. Jak zawodnik podyktuję cenę, na którą żadnego z prezesów nie będzie stać to zawodnik zostanie bez roboty, a prezesi zakontraktują innych zawodników.
Rynek byłby chory, gdyby był faktyczny niedobór zawodników tj. zawodnik dyktuje cenę na którą prezesów nie stać i przez to część prezesów nie jest w stanie zbudować zespołu i wystartować w rozgrywkach.
Do takiej sytuacji na żużlu daleko.
Cała dyskusja wzięła się od narzekań prezesów, że muszą płacić zawodnikom "horrendalne stawki", albo że muszą ich "przepłacać". A tak nie jest. Istnieje jakieś chore przekonanie, że każdy klub musi zakontraktować zawodnika z GP. Nawet taki, którego na takiego zawodnika nie stać. To nie jest prawda. Można sobie zakontraktować Kasprzaka, Bellego, a od biedy i Dawida Lamparta. Naprawdę to nie jest tak, że taka np. Unia Leszno musi startować w Ekstralidze.
To jest kompletnie utopijne myślenie, że można zwiększyć liczbę "Thomsenów, Dudków, Drabików...". Kompletny absurd. W wyścigu startuje 4 zawodników. Jeden wygrywa, pozostali zajmują miejsca 2-4. Nie da się "wyprodukować" więcej zawodników, którzy będę wygrywać. To, że Doyle miał słabsze sezonu nie musiało być wynikiem obniżki jego formy, tylko po prostu rywale podnieśli swój poziom. Jeśli na poziom Ekstraligowy wejdzie Rasmus Jensen, albo wróci Zengota, to musi wypaść z niego Kasprzak, Przedpełski albo inny Jamróg. Tak to się kręci.
Kluby licytują się o gości typu Doyle (nic mu nie ujmując, w końcu to IMŚ, ale delikatnie mówiąc, ostatnio nie zachwyca). Gość robi objazdówki po klubach i czesze zapewne chore pieniądze. Pewnie, jest wart tyle, ile ktoś jest za niego skłonny zapłacić, ale to właśnie ze względu na podaż niższą niż popyt :)
Skoro nie zachwyca to po co się o niego licytują? Skoro się licytują to jednak chyba "zachwyca", a może bardziej normalnie - jest lepszy niż konkurencja, albo prezesom się wydaje, że jest lepszy niż konkurencja.
"Czesze chore pieniądze". Dla kogo chore? W odniesieniu do czego? Do gwiazd innych dyscyplin sportowych? Czy do zarobków sklepowej z Biedronki?
Sorry, skoro ktoś mu takie pieniądze proponuje to oznacza, że je ma. Idąc tym tokiem myślenia to rynek zepsuła telewizja, która dała klubom "chore" pieniądze. Zapewniam, że bez pieniędzy z telewizji te chore żądania zawodników byłyby mniej chore.
Powiem tak. Niekoniecznie stać mnie na Lamborghini Aventador, ale nie trąbię na lewo i prawo, że producent dyktuje sobie chorą cenę za taki samochód, albo że jest rynek producentów samochodów (choć obecnie akurat jest), tylko po prostu jeżdżę gorszym samochodem.
Zgadzam się w pełni z Cooperem (zwracam honor za ostatni mój post). Najlepszym rozwiązaniem jest powiększenie ligi do 10 zespołów. Wpuścić do niej 10-15 zawodników pierwszoligowych i dać im możliwość rywalizacji z najlepszymi.
W mojej ocenie rangę zawodników z czołówki dodatkowo wzmacnia konieczność wstawiania do składu juniorów i zawodnika u24 (nie dyskutuję tutaj czy to dobrze czy źle), tym samym pozostaje 4 zawodników (a czasami 3), na których opiera się wynik drużyny. Toteż prezesowi każdego klubu zależy, żeby tak 3-4 zawodników była jak najlepsza.