#3371 Postautor: dannie » 15 listopada 2018, o 10:51
Co do zaprezentowanego składu to chyba w większości się zgadzamy (choć w różny sposób to wyrażamy), że teoretycznie jest to najsłabsza ekipa w ekstralidze, ale jednocześnie składa się z zawodników:
- sympatycznych,
- w części już związanych z Lublinem,
- z potencjałem na coś więcej.
Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Oceniając działania zarządu klubu w okresie transferowym, najbliżej mi do stanowiska jednego z forumowiczów (nie pamiętam którego, a nie mam czasu żeby teraz szukać, za co przepraszam), który stwierdził, że decydujące były dwa aspekty:
1) zabetonowanie e-ligi, tzn. silne związanie najlepszych zawodników z dotychczasowymi klubami, po pierwsze stabilnością zatrudnienia, po drugie kontraktami sponsorskimi, po trzecie całą logistyką;
2) ograniczone możliwości finansowe klubu, który - wbrew doniesieniom kuluarów - nie był w stanie oferować zawodnikom kosmicznych kontraktów, a jedynie takie, które były zbliżone do warunków u dotychczasowych pracodawców lub (stosunkowo) nieznacznie lepszych; co w przypadku beniaminka, bez doświadczeń ekstraligowych, położonego na drugim końcu Polski - stanowiło zbyt małą zachętę to rezygnacji z dotychczasowych "wygód".
Nie wierze, że dysponując pieniędzmi, które tutaj się przewijały, nie bylibyśmy w stanie zatrudnić kogoś z TOP15 ekstraligi.
Zakładając, że moje powyższe założenie jest prawdziwe, pracę zarządu SUBIEKTYWNIE OCENIAM na 3+.
Udało im się zatrzymać to, co mieliśmy najlepszego, a do tego dorzucili najbardziej łakomy kąsek z I ligi (Michelsen) oraz dość solidnego seniora z e-ligi i dobrego juniora. Ewidentnie brakuje w tym zestawie jednego lidera, o którego z całą pewnością zarząd walczył do samego końca. Nie udało się. Odwołując się do powyższej teorii zabetonowanej ligi przy ograniczonych środkach, trudno mieć o to jakieś wielkie pretensje do zarządu. To może obniżyć ocenę o pół stopnia, może o stopień. Lecz to raczej było zadanie na "szóstkę".
Ocenę obniżają za to inne kwestie.
Po pierwsze, brak lub słabo zrealizowany plan B/C/D. Skoro nie udało się z liderem z prawdziwego zdarzenia powinniśmy zagwarantować sobie najrówniejszy skład w lidze, pozbawiony jakichkolwiek luk, słabszych punktów. Najsolidniejszą drugą ligę. Tego jednak - chyba - brakuje. W tym kontekście wyrwanie takiego Thomsena czy Bjerre mogłoby okazać się zbawienne. Brak petardy, ale za to skład bez zawodników na 0-4 pkt w meczu. W tym momencie - teoretycznie - takimi ogniwami są D.Lampart/P.Miesiąc. Teoretycznie. Oczywiście mogą wypalić, ale co jeżeli nie wypalą? Nie ma żadnego koła ratunkowego. Gdyby Thomsen lub Bjerre lub Michelsen nie wypalili to właśnie D.Lampart/P. Miesiąc byliby takimi kołami ratunkowymi.
Za to obniżona ocena. Za brak lub słabo zrealizowany plan B/C/D.
Po drugie ocenę obniża coś, czego akurat po tym klubie się nie spodziewałem, tzn. słabo rozebrany okres transferowy pod względem marketingowym. Ok, oczywiście "przeciwnik" grał nieczysto (patrz. kazus Ostafy itp.), ale klub praktycznie nie zrobił nic, aby się bronić. Czasami najlepszą obroną jest zignorowanie zaczepek, ale czy w tym przypadku się to sprawdziło? Ok, J. Kępa może mieć twarde cztery litery i może to po nim spływać jak po kaczce, ale atakowany był klub - Motor Lublin, a pośrednio całe lubelskie środowisko. Nie każdy kibic ma taką grubą skórę. Klub powinien zareagować, aby bronić honoru właśnie tego środowiska, w tym tych kibiców, którzy są jego składnikiem.
Klub zrobił jeden "obronny" ruch. Szybko zapowiedział, że 1 listopada ogłasza skład i zamyka temat. Jednakże - wbrew oczekiwaniom zarządu - nie został on odebrany jako "ugaszenie pożaru" albo "zamknięcie tematu", ale wręcz przeciwnie. Wystawił klub na kolejne uderzenia, a ponadto rozpoczął spiralne domysłów, plotek i przypuszczeń, które jeszcze bardziej uderzały w Lublin. Klub cały czas milczał. Nie zrobił nic. Jeżeli wątek Taia był od początku wyssany z palca, to wydaje się, że zdrowiej byłoby to przerwać i uciąć dużo wcześniej.
I to dogorywanie do 14 listopada. Klub dalej milczał. W kibicach umarła nadzieja. Pojawiła się rezygnacja.
Ktoś powie, że "kibice sobie winni", "nikt im nic nie obiecywał" etc., ale na tym właśnie polega dobry marketing, aby nawet "porażkę" sprzedać jako sukces, albo w ogóle jako nowe otwarcie itp. Chyba tego zabrakło.
Teraz kurz opadnie. Będzie chwila, żeby to wszystko wyprostować. Ludzie ochłoną. Czas na pracę u podstaw i powolne nakręcanie atmosfery na e-ligę. Do tego trzeba to zrobić na tyle sprytnie, żeby ludzi przekonać, że warto wspierać drużynę bez względu na wszystko, że musimy być z nią do końca. Tak, aby przez cały sezon utrzymać to święto powrotu na salony. Bez względu na końcowy wynik.
