jerry78 pisze:Ale jakoś w Ostrowie, Opolu czy Rawiczu się tym nie przejmują. Tam niemal połowa seniorów będzie co mecz grzała ławę. Nikt komukolwiek nie zabroni być jednym z najlepszych w drużynie i łapać się zawsze do składu. Dobra rezerwa to jeszcze lepsze wyniki podstawowego składu, nic lepiej nie mobilizuje poszczególnego zawodnika. Oczywiście nie ma co przesadzać, ale dwóch walczących o skład to byłoby w sam raz.
Ale popatrz na nazwiska zawodników w Opolu czy Rawiczu.
Tam są zawodnicy, którzy mają świadomość swoich umiejętność (a może lepiej - nieumiejętności). Tacy zawodnicy jak Marcinkowski, Nowaczyk czy Dziatkowiak w Rawiczu nie powinni mieć problemu z siedzeniem na ławie.
To samo jakby do nas przyszedł Zieliński.
U nas problem jest taki, że mamy wyłącznie zawodników, którzy - jak przypuszczam - traktują ten rok jako jedynie 'przezimowanie' w II lidze i za rok szykują się do jazdy w pierwszej. A, jeżeli któryś się nie będzie łapał do składu to się nieźle wkur**, bo mu to może poważnie przeszkodzić w karierze.
Przecież zarówno Miesiąc jak i Suchecki wypowiadali się w tonie "jak rok pojeżdżę w II lidze to nic się nie stanie". Wyobrażasz sobie z takim podejściem ich reakcję na wiadomość, że się w II lidze nawet do składu nie łapią?
Ja nie bardzo... a wiem, że nie wynikło by z tego nic dobrego.
Atmosfera w drużynie jest niezwykle ważna.
Dla porównania, popatrz sobie na koncepcje budowania drużyn porządnych - takich co walczą o awans w I lidze i drużyn ekstraligowych.
Choćby przykład Unii Leszno z ubiegłego sezonu - sześciu seniorów. W tym Shields miał świadomość, że nie ma miejsca w składzie i pojedzie w razie kontuzji albo słabszej dyspozycji Batchelora.
Gorzów? To samo...
Zresztą, wszystkie kluby ekstraligowe tak budują swoje składy. W żadnym nikt nie wychodzi z założenia, że przyda się walka o skład.
...ba, wystarczy spojrzeć na przykład Łodzi, która awansowała z naszej ligi. Skład był jasny - Rempała, Jędrzejewski, Jankowski, Burza, Dym. Dopiero, gdy któremuś coś nie wyszło to wskakiwali
obcokrajowcy - Risager czy Eriksson.
Kolejny przykład - wystarczy się cofnąć do naszych najlepszych - ostatnich lat. Sezon 2004 - w składzie porządek, każdy znał swoje miejsce i chora rywalizacja nie była potrzebna.
Żużel jest na tyle specyficznym sportem, że tu potrzebna jest zawodnikowi stabilność. Oczywiście, straszak jest potrzebny, ale przed sezonem każdy powinien mieć ustaloną rolę, a straszak powinien mieć świadomość, że jest straszakiem i wskakuje do składu jak któryś z podstawowych zawiedzie lub w razie kontuzji.
...obawiam się, że u nas tego może nie być.