Ge(L)o pisze:Ja na sektorze nie widziałem większych odchyleń od normy
Norma, jak widać, rzecz względna.
a stan mojej trzeźwości oceniam jako zadowalający.
Nie wiem, co Cię zadowala i średnio mnie to interesuje. Nie mówię o Tobie. Jeśli jednak Twoim zdaniem osoby, które próbowały "rozkręcać atmosferę" wśród pikników nie odwaliły obory, bluzgając, bełkocząc, chodząc chwiejnym krokiem i ubliżając osobom nieraz znacznie od nich starszym, to sorry, ale nie mamy o czym gadać. Dla mnie to zwykłe buractwo, które nie tylko nie jest "oprawą" (ozdobą?) meczu, ale jest elementem irytującym, zawstydzającym, niepokojącym i po prostu zbędnym.
Zgoda, że było sporo młodych ludzi zmęczonych daleką podróżą
Młodzi ludzie byli wyraźnie zmęczeni czymś zupełnie innym.
ale zdecydowanie więcej nas było kibiców z dobrym humorem chcących gorąco wspierać drużynę ze swojego miasta i na tych maksymalnie zmulonych i zachowujących się bezmyślnie uwagę zwracali chyba tylko ci kompletnie "grzeczni i kulturalni" (nie wiem jak ich nazwać

).
Uwagę niestety zwracał na nich każdy, kto miał ich w zasięgu wzroku lub słuchu, a ja miałem dodatkową atrakcję, bo na ich występach siedziałem w loży. Z kobietą. Czaisz? Czy dalej bronisz buractwa?
Wstawać nikt nikomu nakazać nie może, ale wielu z nas spodziewało się, że jak ktoś przyjeżdża tyle kilometrów za swoją drużyną (chyba, że ktoś przyjechał podziwiać wirtuozerię zawodników łódzkich) to jakieś emocje mu się udzielają i spontanicznie chociaż wydusi ze swoich nieskalanych wulgaryzmem ust nazwę lubelskiego klubu zamiast w ciszy wpisywać cyferki do programu...
Jak mecz jest emocjonujący, to podczas biegów wstaję. Jak ktoś wykona fajną akcję, zawsze dostanie ode mnie aplauz. Reszta jest psu na budę i nie biorę w tym udziału. Nie siadam z osobami, które lubią się tak bawić. Może by więc i one uszanowały fakt, że specjalnie usiadłem gdzie indziej - szczególnie, jak są w sztok pijane i od publicznych występów powinny się raczej powstrzymać.