Jeśli ten sam pracodawca mówi mi: "Krzychu, mamy przejściowe problemy finansowe, pomóż, popracuj ten jeden miesiąc za 500zł, pomożesz firmie, a w przyszłości ja Ci tego nie zapomnę i Ci się to opłaci. Do niczego nie zmuszam, ale jak się uprzesz, to za miesiąc ani ja, ani Ty możesz nie mieć gdzie pracować", to rozważyłbym tę "propozycję" bardzo poważnie.
Ok "rozważyłbyś".
Może Piszcz też rozważył wszystkie "za" i wszystkie "przeciw" i jednak się nie zdecydował - jego pełne prawo.
Sytuacja odwrotna.
W maju przychodzi Bogdanka i sypie groszem.
Widząc to - Baran, Puszakowski i Rempała - widząc, że w klubie jest więcej kasy stawiają ultimatum "chcemy dwa razy wyższy stawki. Jeśli ich nie dostaniemy to nie będziemy jeździć." Klub się nie zgadza.
Klub jest zły czy czy zawodnicy?
Przecież powinna być solidarność - jeśli klub ma kłopoty finansowe i oczekuje "zrozumienia" wśród zawodników, to i w okresie gdy jest dużo pieniędzy powinien dać zawodnikom podwyżki - czyż nie?
Zapomniałeś dodać, iż szef powiedział pracownikowi, że jeśli nie będzie obniżki płacy firma upadnie, a po obniżce w najbliższej perspektywie jest wysoka premia.
Bez urazy, ale chyba pomyliłeś role. Pracownik jest od wykonywania swojej roboty, czyli od pracowania, a szef jest od tego żeby firma dobrze funkcjonowała i wychodziła na swoje. Nie odwrotnie.
I kolejną bardzo ważną kwestię poruszył Mariusz78.
Skoro klub oczekuje obniżki wymagań od zawodników to powinien to samo poczynić w stosunku do kibiców.