InDorka pisze:Dlatego nie mow, ze chlopaki nie staraja sie doskonalic tego co robia , a w czym skutecznie przezskodzili im kibice pilki noznej w Ostrowie. Byly juz dwa przypadki kradziezy flag w tym roku, a to jak przyznasz nie ociepla wizerunku kibica pilki noznej. Od kilku lat jest stale coraz lepiej, a oprawa na dwie proste z meczu z Łodzia to juz pokaz bliski doskonalosci na miare lubelskich mozliwosci.
Nie przeczę, że się starają (stąd m.in. moje zdziwienie na stwierdzenie, że nie ma tu żadnej zorganizowanej grupy, która zajmowałaby się dopingiem, bo co mecz widzę ludzi w klubowych barwach próbujących ogarnąć doping - o ile pamiętam to na spotkaniu z Piłą, albo Ostrowem przyszła kilkuosobowa grupka z C3 na trybunę A z próbą zachęcenia do robienia szkocji). Na Łodzi sam byłem mocno zaskoczony, kiedy przed meczem przyszło kilka osób i zaczęło rozkładać barwy do oprawy. Myślałem, że może być lipa, bo jednak po tej stronie sporo osób przychodzi na mecze, żeby zjeść kiełbaskę, posiedzieć i popatrzeć, a do dopingu podchodzi jak pies do jeża, ale wyszło to całkiem ładnie i chwała pomysłodawcom za to. Dlatego tym bardziej uważam, że trzeba próbować rozkręcać doping na coraz większą skalę.
A kibiców piłki zostawić w spokoju. Wiadomo, że tam jest inny sposób dopingowania. Jest więcej śpiewania, konfetti, czy serpentyn nikt nie rzuca na murawę (przynajmniej w Polsce). Z kibicowaniem na żużlu natomiast te elementy są nierozerwalne i bardzo dobrze, bo to świadczy o tym, że i tu jest specyficzny charakter dopingu. Ale mimo to zamiast traktować wszystko co związane z kibicowaniem na piłce jako złe, uważam że warto byłoby z kilku elementów (choćby zaangażowania, większego urozmaicenia przyśpiewek, przywiązania do barw) obecnych na stadionach piłkarskich spróbować skorzystać. Tylko w taki sposób, żeby nie zabić atmosfery meczu żużlowego.
InDorka pisze:Wiem, ze masz na mysli doping, ale pomysl czy nie stad bierze sie niebezpieczenstwo na polskich stadionach pilkarskich, ze my traktujemy gosci jak zaprzyjaznionych rywali, Wy jak niemalze wrogow.
Nie dziw sie wiec, ze ja sie boje.
Problem według mnie jest bardziej złożony. Wbrew pozorom sporo osób jednak chodzi zarówno na piłkę, jak i na żużel. Ale tam do rywala podchodzą inaczej, tu inaczej. Tutaj dużą rolę zapewne odgrywa stopień identyfikowania się z klubem, jego zawodnikami, tradycjami. Na piłce nikt nie wyobraża sobie, żeby ktoś majstrował przy nazwie klubu. Pamiętam jaki był szum, kiedy RKS zmieniono na LKP. Niby głupie trzy literki, ale jednak. Na żużlu nazwy wielu klubów ciągle się zmieniają w zależności od sponsora. Żużlowcy eżdżą w kilku klubach jednocześnie, co w przypadku piłkarzy jest rzeczą niemożliwą. Dlatego tam jest bardziej wyraźny podział na "nas" i "was". Stąd też większa rywalizacja i wrogość. Sporo ludzi przychodzi, żeby dopingować Motor, poczuć przynależność do grupy z którą kocha się ten sam zespół. W wielu przypadkach z miłością do dyscypliny sportu nie idzie to w parze. Na żużel wydaje mi się, że większość przychodzi, bo po prostu lubi ten sport. Mieszkają w Lublinie, więc przychodzą tutaj na stadion, gdyby przeprowadzili się do Gorzowa, to chodziliby tam. Natomiast gdyby, jakiś kibic choćby Legi przeprowadził się do Poznania, to na pewno nie poszedłby na mecz Lecha. Pewnie w przypadku kibiców żużlowych też znalazłoby się ludzi, którzy podchodzą do sprawy w ten sposób, ale mimo wszystko wydaje mi się, że byłoby ich zdecydowanie mniej niż wśród fanów piłkarskich. No a to zaangażowanie i podejście do sprawy przenosi się - w przypadku osób, które są głupie/za bardzo wczują się w rolę - poza stadion i doprowadza do różnego typu ustawek i burd.