istred pisze:Nie zauważyłeś jednak, że kontrakt wiąże zawodnika z klubem, a nie sponsorem.
Przeciwnie, zauważyłem

Proszę mi nie wpierać ciemnoty, napisałem to wprost.
Sponsor może sobie zrobić kevlar, a zawodnik może odmówić w nim jazdy, jeśli nie dostanie powierzchni reklamowej zgodnej z umową z klubem.
O tym również napisałem. Oraz o efekcie w postaci wkurzenia i odejścia sponsora.
Dlatego, jestem pewny, że ta kwestia - jako najbardziej podstawowa - została dogadana.
Doświadczenie uczy, że podstawowe kwestie nie zawsze zostają w naszym klubie dogadane, tym bardziej, że w takich negocjacjach interes zawodników raczej nie jest specjalnie uwzględniany. Nie wyobrażam też sobie, by te negocjacje były czymś innym niż przedstawieniem oferty przez Bogdankę i jej przyjęciem w pocałowaniem w rękę przez klub.
Szczególnie, że klub zawierając umowę ze sponsorem dającym jemu prawo do powierzchni całego kevlaru, nie mógłby wywiązać się z wcześniej zawartych umów z zawodnikami, jeśli w nich byłaby klauzula dająca prawo do części powierzchni kevlarów.
Na mojego nosa to wygląda zupełnie inaczej - kewlary w ogóle nie były dyskutowane, poza tym, że sponsor zaproponował, że je dostarczy, na co klub się zgodził, bo darowanemu koniowi itd. Można zapomnieć przy zawieraniu umowy, że Piszczowi mogą przełożyć mecz w Anglii? Można. To można zapomnieć i o swoich zobowiązaniach w stosunku do zawodników.
Byłaby więc to umowa (między klubem a sponsorem) niemożliwa do wykonania, a więc nieważna.
Troszkę Cię poniosło, a nawet bardzo. Byłaby nie do wykonania z przyczyn leżących po którejś stronie, a zatem druga mogłaby żądać naprawienia szkody.
sebaxy pisze:Torsen pisze:sebaxy pisze:Juz wiadomo co ostatecznie rozlozy Motor - jednakowe kewlary

Motor się ostatecznie rozłożył prawie 20 lat temu. Ale może do Ustki te niusy jeszcze nie dotarły.
Dla ciebie moze sie rozlozyl dla innych moze nigdy sie nie rozlozy, niezaleznie od miejsca zamieszkania.
Jeśli chodzi o "rozkładanie się" różnych podmiotów, to sprawa jest obiektywna. Upadłość i likwidacja, koniec bytu, amen. Ale niektórzy podobno twierdzą nawet, że Elvis żyje.
Za zaproszenie bardzo dziękuję i pozdrawiam.