mikas pisze:Nie znam sie na ekonomii, ale ten fragment mnie przekonał. Ograniczenie dotacji z miasta na kluby nie rozwiaze sprawy przepłacania za uslugi zawodnikow na dluzej niz jeden sezon. Nie ma takiej prostej zasady jak probuje przekonywac Torsen, ze gdy bedzie mniej pieniedzy to zawodnicy beda chcieli mniej i wszystko bedzie tak samo funkcjonowalo tylko o wiele taniej. To nieprawda co w powyzszej wypowiedzi wyjasnil bardzo obrazowo niespokojny.
Czy dziś ktoś w Polsce jeździ na żużlu na granicy opłacalności? Czy może raczej odwrotnie, to kluby mają notoryczne problemy z wywiązaniem się z zaciągniętych wobec zawodników zobowiązań? Bez wątpienia jest miejsce na obniżenie stawek tak, żeby nie angażować pieniędzy publicznych - tyle że nie ma takiej woli. Poza tym, do cholery. Czy jeśli wyeliminowanie środków publicznych doprowadzi tego, że z zawodowego uprawiania żużla zrezygnują zawodnicy jeżdżący za najniższe obecnie stawki, to czy na pewno to byłoby coś złego? Czy to kurczenie się rynku należałoby oceniać negatywnie? Bo mnie z tego rozumowania wychodzi, że jest dziś w żużlu kategoria zawodników, którzy uprawiają go tylko dlatego, że w sport zaangażowane są pieniądze "niczyje", czyli wszystkich - nas i osób, które nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, co to jest żużel.
A jeszcze z drugiej strony...
mikas pisze:A jak nie bedzie kasy to w ostatecznym rozrachunku zuzel stanie sie sportem tylko i wylacznie amatorskim.
Czy jeśli w drugiej lidze odjeżdża się kilkanaście meczów w sezonie, jeden trening w tygodniu (czasem mniej) i godzinę dziennie jakiegoś biegania, czy siłowni, to czy aby na pewno uzasadnionym jest twierdzenie, że tak "obciążony" zawodnik powinien żyć z samego uprawiania sportu? Moim zdaniem nie. I nie przemawia przeze mnie zawiść
meesha pisze:Oczywiście. Ja bym pewnie w życiu nie pojawił się w Rawiczu, Grudziądzu czy Rybniku gdyby nie to, że mają tam kluby żużlowe. Pytanie tylko czy faktycznie "korzyść" dla tych miast z mojej w nich obecności przy okazji meczów żużlowych usprawiedliwia ładowanie publicznej kasy w dużych ilościach

Tu mam wątpliwości...
Ale jak możesz je mieć? Wyłożyli pół bańki, a na każdym z kilku meczów, które u siebie zorganizowali, pojawiło się średnio z 10-15 kibiców gości, z których każdy zjadł obiad za 15 zł i wypił kilka piw po 4 zł sztuka. Opłaca się!

niespokojny pisze:Torsen pisze:Maleje ilość pieniędzy na rynku, spadają ceny wszystkich, którzy są na tym rynku. W obcych ligach pieniędzy jest mniej, a mimo to się kręcą, zawodnikom opłaca się jeździć tysiące kilometrów na mecze i jeszcze mają z czego sobie sprzęt wyremontować. Tu byłoby tak samo, bo niby dlaczego nie?
To co piszesz to sa zwykle herezje i glupoty.
Ja Ciebie też pozdrawiam.
Zmniejszanie sie ilosci pieniadza na danym rynku powoduje jego kurczenie! A w ujeciu makro do recesji.
Recesja nie zawsze jest niepożądana - czasem jest lekiem na chorą politykę. A pompowanie publicznych pieniędzy - których przecież ewidentnie brakuje bodaj na wszystkie podstawowe potrzeby publiczne - w sport jest chore i to do spodu. Sport nie może jechać na publicznych pieniądzach, szczególnie w biednym kraju. Polski nie stać na posiadanie lepiej opłacanego sportu niż Anglia, Szwecja, Dania itd - i dotacje są na to ostatecznym dowodem.
Nizszy poziom ligi sprowadza sie do jej mniejszej atrakcyjnosci(tu wkraczaja mierniki z marketingu, zebys mi nie zarzucil ze czegos takiego nie ma bla bla bla).
Obecnie poziom polskiej drugiej ligi odpowiada poziomowi pierwszej ligi sprzed góra 3 sezonów. A zatem żużel w Polsce się cały czas rozwija. Jeśli za pieniądze sponsorów - to dobrze, jeśli zaś przy rosnących kwotach (niekoniecznie udziale) zaangażowanych pieniędzy publicznych - to źle. Wydaje się jednak, że nawet biorąc pod uwagę to, o czym pisałeś - że przy wycofaniu części kasy rynek się skurczy, tzn niektórzy (najtańsi) zawodnicy zwiną kram - polskiemu żużlowi nie grozi karkołomny spadek atrakcyjności. Zobacz, jacy zawodnicy będą jeździć w II lidze - czy Twoim zdaniem ich zejście z ceny spowoduje nieopłacalność uprawiania sportu? Odpływ najtańszych zawodników nie wpływa na atrakcyjność.
W przypadku miast to kluby sa ich duza reklama. Jezeli ktos przyjedzie do lbn i mu sie spodoba to jest duze prawdopodobienstwo ze tu wroci.
Ogromne! I może nawet paczkę fajek kupi? Trzymajmy kciuki.
Jezeli juz chodzi o Kmż i w tej chwili mialbym szukac na upartego korzysci za 93 tys od miasta... Zapenienie ludziom pracy - wirazowy, kierownik startu, ochrona, pani w sklepiku, firma drukujaca plakaty i bilety, wieksza liczba klientow w okolicznych knajpach, wieksze zyski orlenu itd itd. Wydawanie pieniedzy przez ludzi napedza gospodarke..
Niestety większość osób wymienionych przez Ciebie, z tego, co kiedyś pisano, nie jest w klubie zatrudniona, a swoje funkcje wykonuje społecznie. Zyski "okolicznych knajp" i Orlenu przemilczę - nie wiem, kto je odwiedza, ani gdzie są, a paliwo zwykle tankuje się tam, gdzie zaczyna go brakować, a nie tam, gdzie jest mecz. Krótko rzecz ujmując, uważam te argumenty za bardzo naciągane, tym bardziej znając lublinian, którzy do rozrzutnych nie należą.
Co do gminy to jestem pewien ze jej zadaniem jest zapewnienie rozrywki w sensie ze mieszkancy powinni miec zapewnione miejsca do spedzania czasu wolnego.
No, coraz lepiej. Fajnie, że jesteś pewien.