Moim zdaniem, pretensje do kierownictwa, a szczególnie ich skala, są śmieszne. Nie idzie, więc do kogoś trzeba mieć pretensje, takie najczęściej panuje przekonanie. Bardzo podobało mi się to, co ktoś wcześniej napisał: źródłem rozczarowania, czy wręcz rozgoryczenia większości kibiców jest to, że idąc na mecz zapomnieli, kogo TŻ ma podejmować. Rozpaczliwe ruchy z torem, kurcząca się kadra, sposób trenowania - to wszystko było jasnym sygnałem, że na zwycięstwo raczej nie ma co liczyć. Podjęto jakiś plan w oparciu o przygotowanie toru, który wziął w łeb jeszcze zanim odjechano pierwszy bieg ze względu na intensywne opady tuż przed meczem. Jeżeli tor w ogóle miał być naszym sprzymierzeńcem, to w tym momencie z pewnścią być nim przestał. Czy ktoś nadal liczył na zwycięstwo?
Po pierwsze, TŻ jedzie takim składem, na jaki było go stać (i oby się na koniec nie okazało, że i na taki nie było go stać). Nie można mieć do nikogo pretensji, poza samymi zainteresowanymi, że ni z tego, ni z owego tacy zawodnicy jak Świst, Rempała, Louis

są funta kłaków nie warci. Nie można obwiniać Kasińskiego o to, że Norris okazał się niepoważnym człowiekeim, czy o to, że w drugiej kolejce ciężkiej kontuzji doznał nasz najlepszy zawodnik. To są fakty, które stanowią o sile lubelskiej drużyny AD 2006. Nie to, że Śwista odsunięto za wcześnie lub za późno, że Rempała jechał 5 razy zamiast 4, że Messing ze zrastającą się ręką pojawił się na kartoflisku tylko raz. To wszystko są niuanse, które nie mają większego wpływu na to, do czego dojdziemy w każdej poważnej dyskusji na temat tej drużyny: skład, który jest do dyspozycji, okazał się słaby, choć przed sezonem wydawało się, że są powody do zadowolenia.
Nie chciałbym się tu nikomu narazić, ale chciałbym zauważyć, że Kasiński uporządkował wiele spraw. Z tego, co słyszałem, jak nikt do tej pory dba o realizację budżetu. Stworzono jasny system odpowiedzialności i Kasiński ponoć bardzo dobrze pilnuje tego, do czego przede wszystkim jest powołany: kasy. Mimo to, nawet za to jest krytykowany, jak wtedy, gdy pogonił ze stadionu do kas święte krowy. Zgromadził też skład, z którego w zimie byliśmy dumni. Czego więcej chcieć od menedżera?
Według mnie, najpoważniejszym błędem był ten horror ze sjenitem. Tor w zeszłym roku rozpadał się i był kompletnie nieprzewidywalny, więc podjęto słuszną decyzję, by dosypać luźnej nawierzchni. Ale już wtedy co bardziej światli ostrzegali, że trzeba to zrobić przed zimą. Dlaczego, do cholery, mimo że był w klubie osoby więdzące, czym to grozi, dosypano sjenitu dopiero na wiosnę, na zmarznięty tor? To co się na nim teraz dzieje, trudno opisać. Wystarczy popatrzeć uważniej na ciągnik, co się z nim dzieje, gdy wyrównuje nawierzchnię na łukach. Tam jest o wiele bardziej nierówno, niż na wybrukowanej ulicy! Czy z takim czymś w ogóle można coś zrobić? Czy można swobodnie trenować i jechać bez obaw o zdrowie? Mam wrażenie, że w tym sezonie nie było jeszcze w Lublinie choćby jednego biegu, w którym ktoś nie byłby bliski upadku, szczególnie w szczycie pierwszego łuku. Dosypując sjenitu na wiosnę znaleźliśmy się więc w punkcie wyjścia: tor jest nieprzewidywalny i niebezieczny.
Druga rzecz to zmiany. Nie widać zmysłu tatktycznego podczas meczu. Jest to dla wszystkich oczywiste, więc nie warto się nad tym rozwodzić.
Trzecia rzecz to treningi, których praktycznie nie ma. Chciałbym jednak zaznaczyć, że w mojej skromnej opinii dobrych treningów nie było ani za Stachyry, ani za Studzińskiego, ani za Głogowskiego. Oczywiście, że Brhela, Louisa, Rempałę, czy Śwista niczego już się nie nauczy. ALe litości, w treningu nie chodzi o to, żeby się czegoś uczyć! Roger Federer też trenuje, a Mike Tyson rozgrywał sparringi z cieniakami, mimo że w swoim czasie kładł na dechy wszystkich najlepszych na świecie. Trening trzeba zaplanować. Trzeba postawić cele. Na żużlu trening powinien przede wszystkim polegać na perfekcyjnym poznaniu toru we wszystkich możliwych warunkach. Swoi muszą wiedzieć, gdzie są dziury, gdzie jest przyczepność, jak się przełożyć na suchym, mokrym, śliskim, twardym, przyczepnym. Na każdym. Po drugie, trening musi wyrobić pewne schematy w rozgrywaniu pierwszego łuku. Jak wyjdę lepiej, to idę tu, a jak gorzej, to tu i ty wiesz, gdzie ja jestem, bo ćwiczyliśmy to wczoraj 10 razy na treningu - tak powinno być. Sytuacja, w któej nasi zamykają sobie nawzajem drogę zdarza się tak często, że nawet trudno wyliczyć te przypadki. Po trzecie, podczas jazdy w pojedynkę powinno się na torze ustawiać pachołki i ćwiczyć jazdę różnymi ścieżkami. Po czwarte, po treningu wszyscy powinni iść razem na piwo.
Myślę, że nie najgorszym pomysłem byłby też wspomniany przeze mnie niedawno zakup folii przykrywającej tor. Nie uchroniłaby nas ona przed takim zdarzeniem jak dziś (chyba że zatrudnilibyśmy 30 dodatkowych porządkowych, którzy w ciągu kilku sekund przykryliby tor), ale uniknęlibyśmy częstych przecież sytuacji, w których tor zmienia się przez noc z dnia ostatniego (jedynego?) treningu na dzień meczu.
Mecz był słaby o obnażył wszystkie nasze słabe punkty: brak lidera, brak posłusznego gospodarzom toru, brak znajomości jego zachowania, brak zrozumienia w pierwszym łuku, podejście niektórych zawodników.