#271 Postautor: Flagg » 31 lipca 2024, o 19:31
Czyli mówicie, ze to całkowicie normalne, że najlepsza zawodniczka swiata, wygrywa pierwszego seta 6-1 na nawierzchni której jest absolutną królową, po czym mamy 5 minut przerwy, gdzie następuje jakaś magiczna przemiana jednej i drugiej i ta najlepsza zawodniczka swiata zostaje wręcz zmieciona z korty 2-6. Znów następuje przerwa, tym razem nieco dłuższa i kolejna podmianka. Sport kobiecy to jest jakiś inny poziom metafizyki.
Patrząc na ta drabinkę wczoraj to właśnie pojedynku z Collins bałem się najbardziej, po 6-1 byłem już uspokojony, bo co złego może się stać. No i stało się. I już odezwał się mój wrodzony pesymizm dotyczący startu Polaków na igrzyskach olimpijskich, karmiony wręcz dekadami idiotycznych porażek, przegranymi spotkaniami/pojedynkami, które były już wygrane. Po drugim secie musiałem wyjść i wróciłem dopiero przy 3-0, wiec ominęła mnie cała drama, która tam się ponoć odbyła. No ale Iga pokazała, że odporność psychiczną ma wręcz niebywała. Tak jak myślałem, ze w finale RG z Muchowa (chyba w 2023) ma już po frytkach, tak jak w tym roku z Osaką. A ona to wszystko potrafiła wyciągnąć.
Teraz półfinał. Wolałem Kerber, która IMO jest bardziej przewidywalną zawodniczką od Chinki, ale nie ma co narzekać, bo ta drabinka i tak jest maksymalnie wręcz uproszczona dla Igi. W ewentualnym finale mam wrażenie będzie już dużo łatwiej, bez względu, która z trzech pozostałych Pań stanie po drugiej stronie. I to nie ze względu na ich poziom sportowy, ale dlatego, że wydaje mi się, ze paradoksalnie z Igi zejdzie cała ta presja. Ze zagra wręcz na luzie, wiedząc, ze najtrudniejsze za nią, a wygrywać finały to ona umie :)
Motor 2024: 1.Holder 2.Cierniak 3. Lindgren 4.Kubera 5.Zmarzlik 6.Przyjemski 7.Bańbor 8.Jaworski