Wydaje mi się, że mając tony świeżej nawierzchni, jak my, przy temperaturze ok. 20 stopni nadal łatwiej przygotować tor przyczepny, niż twardy - jeśli się chce. Ilość wody można w dużej mierze kontrolować, czyli lać ile wlazło albo ile trzeba ze względu na opady. Natomiast słońca i temperatury nikt nie dołoży ponad to, co daje natura, a samo ubijanie luźnej nawierzchni, bez wysokiej temperatury, betonu nie zrobi - ubite prędzej czy później się odsypie. Więc ja uważam, że albo chciano zrobić taki tor, co wskazuje na braki umysłowe, albo że nie umiano zrobić innego, co wskazuje na braki w podstawowych umiejętnościach.
Obserwowałem kiedyś zachowanie kortów ceglastych w środku upalnego lata w Chorwacji. Tam, pomimo bardzo wysokiej temperatury i ostrego słońca, kort przez cały dzień był namoczony i dość ciężki (odpowiednik przyczepnego toru żużlowego) pomimo że kortowy od czasu do czasu jedynie go rosił. Dla porównania, nawet u nas, w Polsce, gdzie kąt padania promieni słonecznych jest znacznie mniejszy niż w Chorwacji, takie roszenie nieraz kończy się tym, że kort jest suchy zanim skończy się go polewać. W Chorwacji clou zagadnienia miało miejsce wieczorem, tuż przed zamknięciem kortów. Otóż wtedy wylewano na nie taką ilość wody, że robił się staw. Taką taflę zostawiano na noc, dreny ją chłonęły, a od rana było idealnie, na cały dzień.
Kiedy pogoda jest dobra, tzn. nie ma w prognozach opadów, podobnie trzeba robić z naszym torem. Tam musi iść kilkadziesiąt polewaczek wody na noc. Wtedy nikt go nie utłucze tak, by stwardniał, po prostu będzie ubity ale nie zwiąże i się odsypie.
Mecz znów z niedosytem, można było przekroczyć 50 punktów, chociaż trzeba przyznać, że tym razem na trasie straciliśmy chyba tylko jedną pozycję (Miesiąc w 13 biegu). Był to jednak błąd w wyniku walki o dublet i takie błędy muszą się czasem przytrafiać, jeśli zawodnik jedzie ambitnie, jak Miesiąc, bez kunktatorstwa. Utrzymanie 4:2 w tym biegu, absolutnie w zasięgu, dałoby nam 50:40.
Drugi błąd - olbrzymi i bez żadnego uzasadnienia - to puszczenie drugi raz Dawida - co było oczywiste dla każdego, kto widział jego pierwszy bieg i ma jakiekolwiek pojęcie o żużlu. Ja zakładam, że manager lub jakiś jego asystent przygląda się temu, co się dzieje na torze, a nie tylko wpisuje punkty w program. Czwarte miejsce można przywieźć na różne sposoby. Można jechać w kontakcie z całą stawką, można toczyć walkę o trzecie, można tracić pozycje po dobrym starcie, a można też najgorzej wystartować i przyjechać 30 m za trzecim zawodnikiem, czyli bez startu i bez trasy. Tak właśnie przyjechał Lampart i powinien to był być koniec jego występów w tym meczu. A tak, Lambert znowu jedzie tylko 4 razy (plus próba toru - kuriozum!).
No i trzeci błąd, to błąd z torem. Same walczaki w składzie, pogoda wymarzona (brak upału, brak opadów), a tor twardy, pod dobrze startujących gości, generalnie spasowanych do twardego. Dziwne to naprawdę, jak sabotaż.
Z pozytywów - kosmiczny Łaguta, utrzymanie bardzo dobrej dyspozycji przez Miesiąca i Michelsena i mniej traconych pozycji. Przeważają jednak negatywy (a jakże). Lamparty na równi pochyłej, nadal rozczarowująca postawa juniorów, no i siłą rzeczy nadal brak pozytywnych sygnałów od Jonssona. Chociaż nie - widziałem go wczoraj na trasie do Lublina, i na mój gest zagrzewający do walki, prowadząc samochód odpowiedział tym samym gestem. Co za gość.
PS A jednak teraz już wiadomo, że pokazywał, że nie pojedzie ze względu na ból w ręce
