Po pierwsze pojechać dobrze musi cały zespół, a nie dwóch lub trzech. Każdy punkt się liczy. Nie ma czasu na głupie wpadki. Limit pecha wykorzystaliśmy. Czas na defekty, taśmy i dzwony gnieźnian.
Po drugie z jakim nastawieniem się jedzie play-offy pokazał zarówno Ostrów jak i teraz Gniezno. Staszewski zaskoczył podwójną rezerwą taktyczną którą zatrzymał do końca i rzeczywiście mecz decydował się w biegu 15. Gniezno równością składu ale na zasadzie "nic nie mam do stracenia" bo to żadne nazwiska z pierwszych stron gazet. Mieli dużo szczęścia, że skończyło się 50-40, ale to nie oni byli tacy mocni, tylko My tacy słabi, co w kontekście ciężkiego meczu z Ostrowem jechanym dwa dni wcześniej też nie jest bez znaczenia. Gniezno "poczuło krew". Teraz czas na nas.
A po trzecie to każdy bieg zakończony rezultatem 3-3 przybliża nas do awansu i tak trzeba to jechać. Dowozić cenne punkty szukając okazji po trasie. A jak się noga powinie to od razu rezerwa taktyczna na najlepiej w tym momencie dysponowanego zawodnika albo jeśli nie ma 6 pkt różnicy Oskar z rezerwy zwykłej. Musielibyśmy być ciężkimi frajerami żeby wypuścić z ręki taką okazję. Teraz Gniezno jedzie przed własną publicznością i musi, a My możemy.
Wzorem kibiców z Gniezna powinniśmy zaopatrzyć się w serpentyny, a nasi jak wygrają bieg powinni podjeżdżać pod sektor lubelskich kibiców i kręcić bączki.
