Moim zdaniem Stachyra skonfliktowałby nawet Siostry Miłosierdzia. Treningi przez niego prowadzone niczym nie różniły się od obecnych i pamiętam dokładnie, że były powszechnie krytykowane. A toru nie przygotowywał przecież osobiście - robił to ogarnięty, a nie uczący się, jak obecnie, toromistrz.
W atmosferze wzajemnych oskarżeń, która niechybnie nas czeka już w najbliższych dniach, ostatnim, kogo nam potrzeba, jest Stachyra. No może przedostatnim, bo na końcu musi być przecież miejsce dla Świstawy.