Slaba jest odpowiedz na posty Morgensterna, slusznie krytykujacego poziom dopingu (daaaleko nam do pilkarskiego Motoru), w stylu: "moze i kibice pilkarskiego Motoru lepiej dopinguja od zuzlowych, ale za to Korony i Lech sa jeszcze lepsi".
Oprawa i doping na meczach
Re: Oprawa i doping na meczach
Dyskusja bardzo ciekawa, ale obawiam sie, ze wlaczenie sie do niej Torsena, ktory nieraz twierdzil, ze te tematy go nie interesuja, moze ja zabic szybciej niz nam sie wydaje.
Slaba jest odpowiedz na posty Morgensterna, slusznie krytykujacego poziom dopingu (daaaleko nam do pilkarskiego Motoru), w stylu: "moze i kibice pilkarskiego Motoru lepiej dopinguja od zuzlowych, ale za to Korony i Lech sa jeszcze lepsi".
Slaba jest odpowiedz na posty Morgensterna, slusznie krytykujacego poziom dopingu (daaaleko nam do pilkarskiego Motoru), w stylu: "moze i kibice pilkarskiego Motoru lepiej dopinguja od zuzlowych, ale za to Korony i Lech sa jeszcze lepsi".
Całe życie w drugiej lidze!- nieaktualne do odwołania :)
Gelo pisze:Żuk (którego nie krytykuję jako prezydenta miasta) [...]
Re: Oprawa i doping na meczach
Morgenstern napisał
"Więc nie wyolbrzymiaj sytuacji i nie przedstawiaj wyprawy na mecz piłki nożnej, jak na poligon wojskowy."
To jeszcze powiedz po co są te kraty na stadionie, bo chyba nie zachowanie kibiców żużla było przyczyną ich zamontowania.
"Więc nie wyolbrzymiaj sytuacji i nie przedstawiaj wyprawy na mecz piłki nożnej, jak na poligon wojskowy."
To jeszcze powiedz po co są te kraty na stadionie, bo chyba nie zachowanie kibiców żużla było przyczyną ich zamontowania.
Re: Oprawa i doping na meczach
Morgenstern tylko dwie kwestie. Nikt podkreslam NIKT na tym forum nie twierdzi, ze na zuzlu jest lepszy doping niz na pilce, wiec poruszanie przez Ciebie tego tematu jest zbedne, bo tutaj nie ma co prowadzic dyskusji. Kazdy jest swiadomy innej specyfiki tych dyscyplin sportu i innej specyfiki i charakterystyki kibica, wiec nikt nawet nie bedzie probowal negowac tego ze doping i oprawy kibicow pilki w Lublinie sa lepsze. Ten temat calkowicie pomin, bo nie ma sensu marnowac czasu.
Jednak ktos napisal, ze na meczach pilki nie czuje sie bezpiecznie i bałby sie przyjsc z rodzina a w szczegolnosci z dziecmi. Czy uwazasz, biorac pod uwage kilka sytuacji z ostatnich lat ktore mialy miejsce na stadionie czy wkolo stadionu przed,podczas czy po meczach pilkarskich, ze takiej osobie nalezy sie dziwic? Czy nawet nie czytajac gazet, ale wiedzac o tym ze burdy na stadionie i wkolo stadionu byly (temu chyba nie zaprzeczysz?) dziwisz sie ze ktos boi sie przyjsc na mecz, bo moze na taka rozrube natrafic? Nawet jesli taka sytuacja ma miejsce raz na rok czy dwa to dziwi Cie, ze ktos nie chce ryzykowac zdrowia swojego i swoich bliskich?
Jednak ktos napisal, ze na meczach pilki nie czuje sie bezpiecznie i bałby sie przyjsc z rodzina a w szczegolnosci z dziecmi. Czy uwazasz, biorac pod uwage kilka sytuacji z ostatnich lat ktore mialy miejsce na stadionie czy wkolo stadionu przed,podczas czy po meczach pilkarskich, ze takiej osobie nalezy sie dziwic? Czy nawet nie czytajac gazet, ale wiedzac o tym ze burdy na stadionie i wkolo stadionu byly (temu chyba nie zaprzeczysz?) dziwisz sie ze ktos boi sie przyjsc na mecz, bo moze na taka rozrube natrafic? Nawet jesli taka sytuacja ma miejsce raz na rok czy dwa to dziwi Cie, ze ktos nie chce ryzykowac zdrowia swojego i swoich bliskich?
Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
Morgenstern pisze:
Natomiast jeśli idziesz sobie po prostu na mecz i sam nie szukasz zaczepki to ryzyko, że coś ci się stanie jest tak samo duże, jak zaplątania się w serpentynę na żużlu, spadnięcia z trybuny i złamania ręki.
Rozumiem kolego, że Ty to widzisz trochę inaczej niż ludzie z zewnątrz i masz sporo racji. Troche jednak przesadziłeś.
Znam przypadek młodego chłopaczka z osiedla, który w pamiętnym meczu z Avią podawał piłki bo trenował w Motorze. W pewnym momencie butelka pofrunęła 10 cm przed jego nosem,a jego kolega dostał butelką tak niefortunnie że rozcięła mu głowę. Uwierz mi on nie szukał zaczepki.
Inny przykład to owiany już sławą mecz z Widzewem i kolejny przypadek. Młody chłopak nie przyszedł się bić więc uciekał, a inny "kibic" Motoru chciał spuścić łomot chłopakowi za to że nie chce się bić.
Podsumowując pragnę stwierdzić, że ludzi którzy przypadkowo ucierpieli w wyniku burd stadionowych jest więcej niż tych którzy złamali sobie kończyny przez serpentynę.
Nie ma ludzi niezastąpionych, ale są ludzie niepowtarzalni.
Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
kibicLBN pisze:Morgenstern pisze:
Natomiast jeśli idziesz sobie po prostu na mecz i sam nie szukasz zaczepki to ryzyko, że coś ci się stanie jest tak samo duże, jak zaplątania się w serpentynę na żużlu, spadnięcia z trybuny i złamania ręki.
Rozumiem kolego, że Ty to widzisz trochę inaczej niż ludzie z zewnątrz i masz sporo racji. Troche jednak przesadziłeś.
Znam przypadek młodego chłopaczka z osiedla, który w pamiętnym meczu z Avią podawał piłki bo trenował w Motorze. W pewnym momencie butelka pofrunęła 10 cm przed jego nosem,a jego kolega dostał butelką tak niefortunnie że rozcięła mu głowę. Uwierz mi on nie szukał zaczepki.
Inny przykład to owiany już sławą mecz z Widzewem i kolejny przypadek. Młody chłopak nie przyszedł się bić więc uciekał, a inny "kibic" Motoru chciał spuścić łomot chłopakowi za to że nie chce się bić.
Podsumowując pragnę stwierdzić, że ludzi którzy przypadkowo ucierpieli w wyniku burd stadionowych jest więcej niż tych którzy złamali sobie kończyny przez serpentynę.
HoHo no po prostu muszę to skomentować :
Mecz z Widzewem --- przecież bujka była w fazie początkowej koło dolnej bramy( a na koronie już praktycznie nic się nie działo) więc jeśli " Młody chłopak" tam był to sam szukał zaczepki a póżniej co cfaniak uciekał(w tłumie każdy mądry)?? nie dziwie się ze inny kibic Motoru chciał mu wytłumaczyć pare kwestii.
Mecz z Avią -- na ostatnim meczu Butelki nie latały( jak już to wyrwany został monitoring od trybuny A -- belki posłużyły to forsowania ochrony) więc moze napisz jaśniej w którym roku to widziałes, z chęcią poczytam kolejne bzdury.
P.S na Piłke chodzę kilkanaście lat i zyje
Ostatnio zmieniony 20 lipca 2010, o 10:15 przez Mars, łącznie zmieniany 1 raz.
LUBELSKI WĘGIEL za 2 mln złotych

Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
Mars pisze:kibicLBN pisze:Morgenstern pisze:
Natomiast jeśli idziesz sobie po prostu na mecz i sam nie szukasz zaczepki to ryzyko, że coś ci się stanie jest tak samo duże, jak zaplątania się w serpentynę na żużlu, spadnięcia z trybuny i złamania ręki.
Rozumiem kolego, że Ty to widzisz trochę inaczej niż ludzie z zewnątrz i masz sporo racji. Troche jednak przesadziłeś.
Znam przypadek młodego chłopaczka z osiedla, który w pamiętnym meczu z Avią podawał piłki bo trenował w Motorze. W pewnym momencie butelka pofrunęła 10 cm przed jego nosem,a jego kolega dostał butelką tak niefortunnie że rozcięła mu głowę. Uwierz mi on nie szukał zaczepki.
Inny przykład to owiany już sławą mecz z Widzewem i kolejny przypadek. Młody chłopak nie przyszedł się bić więc uciekał, a inny "kibic" Motoru chciał spuścić łomot chłopakowi za to że nie chce się bić.
Podsumowując pragnę stwierdzić, że ludzi którzy przypadkowo ucierpieli w wyniku burd stadionowych jest więcej niż tych którzy złamali sobie kończyny przez serpentynę.
Mecz z Avią -- na ostatnim meczu Butelki nie latały
Mowa tu o roku 2004 o ile dobrze pamiętam, a nie o ostatnim. Wtedy gdy sporo zwykłych ludzi oberwało gumowymi kulkami od bandy policjantów, ale to już nie wina kiboli. I nie powiesz mi że wtedy niewiele się działo
Nie ma ludzi niezastąpionych, ale są ludzie niepowtarzalni.
Re: Oprawa i doping na meczach
No ale wtedy to była ewidentna wina POLICJI, urządziła sobie POLIGON na koniec meczu.
LUBELSKI WĘGIEL za 2 mln złotych

Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
No, niestety tak właśnie uważam. Nie chodziło o Park Saski, tylko o sens wydzierania się na meczach w ogóle. No, może wydzieranie się jeszcze daje upust emocjom, sam sobie czasem krzyknę, ale jakieś przyśpiewki to błazenada do kwadratu. Najlepsze jest to, że zdajesz się sugerować, że mają one jakąś głęboką treść - tzn. w przypadku meczów piłkarskich, bo na żużlu nie wykorzystuje się szerokich możliwości interpretacji tematu. Komedia!Morgenstern pisze:Nie lubię tłumaczyć rzeczy oczywistych - przecież to "pod Saskim" było przenośnią. A celem jak najgłośniejszego dopingu jest zagrzanie żużlowców do walki. Czy może sądzisz, że siła dopingu nie ma tu żadnego znaczenia?Torsen pisze:Mógłbyś to rozwinąć? Cóż to za sens przyświeca ryknięciu słyszalnemu na przystanku pod Saskim?Morgenstern pisze:Zorganizować się i ryknąć tak, żeby słyszeli nas na przystanku pod Saskim. Wtedy miałoby to jakiś sens.
Wyścigi z samej swojej natury są sportem męskim, ucieleśniają wręcz rywalizację - w odróżnieniu od piłki nożnej, w której obecnie chodzi głównie o to, by w jak najbardziej sugestywny sposób wywrócić się z okrzykiem bólu w okolicach bramki przeciwnika. W sporcie powinno chodzić o to, żeby na nogach się utrzymać, a nie się z nich zwalać, pokazując, jak to przeciwnik brzydko mnie bije. Więc piłka nożna, która nie jest w ogóle męskim sportem, być może wymaga zagrzewania do walki. Ale we wszelkiej maści wyścigach na starcie staje się po to, by przyjechać pierwszym na metę, a adrenalina, którą organizm w tym momencie wyzwala, absolutnie wystarcza za doping. Poza tym, podczas wyścigu zawodnicy nic nie słyszą. Czy coś słyszą w parkingu, grzebiąc przy sprzęcie, nie mnie oceniać. Nie wierzę jednak, że jakieś durnowate przyśpiewki miałyby jakikolwiek wpływ na to, z jakim nastawieniem wyjadą następnie do biegu.
Klubowi? Nie. Uważam, że to śmieszne, podobnie jak dorabianie wielkiej teorii z wzniosłymi słowami, takimi jak właśnie "wierność", czy "honor", do czegoś, co w istocie jest płytkie i nie ma żadnego znaczenia. Wierność ojczyźnie, wierność ukochanej osobie, wierność wartościom, wierność Bogu - jak najbardziej. Wierność piłkarskiemu klubowi to oksymoron, tym bardziej, że klub co chwilę się zmienia.A coś takiego jak wierność budzi?Torsen pisze:Masochizm, samobiczowanie i inna perwera, generalnie, również nie budzi mojego szacunku.
Od 16 lat posiadam prawo jazdy i prowadzę samochód. Jeszcze nigdy nikt mnie na drodze nie zabił - więc to chyba jakaś lipa, że ludzie giną na polskich drogach.Torsen pisze:Ktoś dostanie po gębie, czy wręcz zostanie pobity i co mu z tego, że to "strona sytuacji na trybunach ukazująca się znacznie rzadziej"? Jeśli się zdarza, to znaczy, że coś jest nie tak.
Od 12 lat chodzę na piłkę. Byłem na tysiącach meczów, w miastach, miasteczkach, wsiach. Widziałem dziesiątki rozrób na trybunach, boisku, poza stadionem. Nie siedzę w loży VIP-ów, tylko na normalnej trybunie, na Motorze zawsze jestem młynie. I nigdy nie wróciłem z meczu choćby z małym zadraśnięciem. Przy okazji zaznaczam, że kursu samoobrony nie przeszedłem.
Re: Oprawa i doping na meczach
Mars pisze:na Piłke chodzę kilkanaście lat i zyje![]()
Roznica miedzy bezpieczenstwem na meczach zuzlowych i pilki noznej polega wlasnie na tym, ze nikomu mnie przyszloby do glowy napisac zdania :
Na zuzel chodze kilkanascie lat i zyje
~~~~~~~~
"Na pewno" pisze się naprawdę osobno, a "naprawdę" pisze się na pewno razem.
~~~~~~~~
"Na pewno" pisze się naprawdę osobno, a "naprawdę" pisze się na pewno razem.
~~~~~~~~
Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
[quote="Mars"]
Mecz z Avią -- na ostatnim meczu Butelki nie latały( jak już to wyrwany został monitoring od trybuny A -- belki posłużyły to forsowania ochrony) quote]
Eee to luz, rzeczywiscie rodzinny piknik
Mecz z Avią -- na ostatnim meczu Butelki nie latały( jak już to wyrwany został monitoring od trybuny A -- belki posłużyły to forsowania ochrony) quote]
Eee to luz, rzeczywiscie rodzinny piknik
Całe życie w drugiej lidze!- nieaktualne do odwołania :)
Gelo pisze:Żuk (którego nie krytykuję jako prezydenta miasta) [...]
Re: Oprawa i doping na meczach
Porownywanie dopingu na pilce z dopingiem na zuzlu, chyba nie ma wiekszego sensu. Raz ze to sa dwie rozne dyscypliny, dwa - ciezko znalezc jakis wspolny punkt odniesienia. Na pilce z reguly doping jest efektowniejszy (bo jest to najpopularniejsza dyscyplina), ale to nie oznacza, ze w innych sportach jest zle. Dobrym przykladem moze byc np siatkowka i nie chodzi mi tutaj o reprezentacje tylko o kluby - Skra, JW. Jest atmosfera na trybunach, rozne przyspiewki, kibice poubierani w klubowe koszulki. I co, latwo jest stwierdzic gdzie jest lepiej ?
-
Morgenstern
- Posty: 34
- Rejestracja: 14 lipca 2010, o 16:42
- Lokalizacja: Lublin
Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
mikas pisze:Jednak ktos napisal, ze na meczach pilki nie czuje sie bezpiecznie i bałby sie przyjsc z rodzina a w szczegolnosci z dziecmi. Czy uwazasz, biorac pod uwage kilka sytuacji z ostatnich lat ktore mialy miejsce na stadionie czy wkolo stadionu przed,podczas czy po meczach pilkarskich, ze takiej osobie nalezy sie dziwic?
Osobom, które wyjście na mecz traktują jako sposób na zajęcie wolnego czasu w niedzielę i który bez żalu, jeśli tylko nadarzy się okazja wolałyby wykorzystać na grilla nad zalewem wcale się nie dziwię. Natomiast ludziom, którzy chcieliby pójść na mecz, ale nie idą bo się boją - dziwię, jak najbardziej. Nawet jeśli zdarzy się gdzieś tam przypadek, że osoba która nie szukała "dymu" została poszkodowana podczas burd, to są to wypadki incydentalne. Równie dobrze można nie wychodzić na ulicę, bo przecież ktoś może mnie napaść, pobić, okraść. Samochodem nie jeździć, bo ktoś może się ze mną zderzyć.
Torsen pisze:Ale we wszelkiej maści wyścigach na starcie staje się po to, by przyjechać pierwszym na metę, a adrenalina, którą organizm w tym momencie wyzwala, absolutnie wystarcza za doping. Poza tym, podczas wyścigu zawodnicy nic nie słyszą. Czy coś słyszą w parkingu, grzebiąc przy sprzęcie, nie mnie oceniać. Nie wierzę jednak, że jakieś durnowate przyśpiewki miałyby jakikolwiek wpływ na to, z jakim nastawieniem wyjadą następnie do biegu.
Ciekawe, więc dlaczego często pozdrawiają kibiców, dziękują im za wsparcie, czy doping skoro wcale go nie potrzebują.
Torsen pisze:Klubowi? Nie. Uważam, że to śmieszne, podobnie jak dorabianie wielkiej teorii z wzniosłymi słowami, takimi jak właśnie "wierność", czy "honor", do czegoś, co w istocie jest płytkie i nie ma żadnego znaczenia. Wierność ojczyźnie, wierność ukochanej osobie, wierność wartościom, wierność Bogu - jak najbardziej. Wierność piłkarskiemu klubowi to oksymoron, tym bardziej, że klub co chwilę się zmienia.
Czyli po prostu nie rozumiesz idei kibicowania. Dla ciebie może to nie zmieć znaczenia i być płytkie, ale są setki tysięcy ludzi, którzy tym żyją. Nie wiem też, dlaczego można być wiernym choćby ojczyźnie, a klubowi już nie. Szczególnie, że przeważnie kibicuje się klubom z miast z których się pochodzi, lub w których się mieszka. Ma to w sobie bez wątpienia podłoże w patriotyźmie lokalnym, więc wierność klubowi w pewnym sensie można byłoby rozpatrywać w tych samych kategoriach co wierność ojczyźnie.
Poza tym nie sztuką jest kibicować, komuś kto gra pięknie i skutecznie. Prawdziwy kibic jest ze swoją drużyną, czy sportowcem na dobre i na złe. Jeśli chodzisz na mecze, to zawsze angażujesz się w nie emocjonalnie i trzymasz za którąś z drużyn/sportowców. Życzysz więc im jak najlepiej i chcesz w jakiś sposób pomóc. Zagrzewanie do boju poprzez śpiewanie jest na to bardzo dobrym sposobem. Szczególnie potrzebnym właśnie wtedy, kiedy naszym idolom gra/jazda nie układa się i potrzebują wsparcia. Uwierz mi, że nawet jeśli kibicujesz i dopingujesz kogoś, kto w danej chwili gra słabo, ale widzisz, że się stara i walczy, to nawet po porażce możesz czuć się dumny. Sportowcy potrafią to docenić i podziękować swoim fanom. Doświadczyłem tego nie raz i było mi naprawdę bardzo miło. Absolutnie w takich chwilach nie czuję się jak masochista, nawet jeśli dzieje się to po porażce. Ale tych niepowtarzalnych emocji i uczuć nie doświadczy nigdy ktoś, kto przychodzi na mecze tylko wtedy kiedy drużyna/sportowiec wygrywa lub uważa, że prawdziwy sportowiec dopingu nie potrzebuje, co jest kompletną bzdurą.
Re: Oprawa i doping na meczach
Morgenstern, po prostu dyskusja z widzem o kibicowaniu ma jeszcze mniejszy sens niż słuchanie dopingu we wspomnianym Saskim 
Re: Oprawa i doping na meczach
Ale we wszelkiej maści wyścigach na starcie staje się po to, by przyjechać pierwszym na metę, a adrenalina, którą organizm w tym momencie wyzwala, absolutnie wystarcza za doping. Poza tym, podczas wyścigu zawodnicy nic nie słyszą. Czy coś słyszą w parkingu, grzebiąc przy sprzęcie, nie mnie oceniać. Nie wierzę jednak, że jakieś durnowate przyśpiewki miałyby jakikolwiek wpływ na to, z jakim nastawieniem wyjadą następnie do biegu.
To ja już nie wiem dlaczego np. Darkin po meczu w Krośnie, czy Tadek po meczu w Krakowie, dziękował nam za wsparcie z trybun. Oni wiedzą, że my zarówno na ZYgmuntowskich, jak i na wyjazdach zdzieramy swoje gardła dla nich.
Nie wiem po co udzielasz się w temacie, o którym nie masz pojęcia. Każdy już Twoje zdanie zna. Jesteś takim typowym trolem, czekasz aż ktoś napisze coś, co Ci sie nie podoba, żeby po raz kolejny napisać, że to jest głupie, bez sensu itd.
Naczelny obrońca Karola Barana.
Re: Oprawa i doping na meczach
to stal w mlynie czy na koronie?
Re: Oprawa i doping na meczach
Zgoda, w czasie biegu zawodnicy widza tylko kawalek toru,kurz lub czyjes plecy, ale przeciez wiedza, ze ktos jest z nimi, ze na wydzielonej czesci trybun siedza zyczliwi im ludzie.
To tak jak na egzaminie swiadomosc, ze ktos czeka za drzwiami i pocieszy jak bedzie trzeba.
Durnowate przyspiewki to takie poklepanie po plecach (lub zamiast) dla dodania otuchy lub podziekowanie. Nie mozna tylko klepac w lapki i na tym poprzestac. W koncu z roznym skutkiem wszyscy spiewamy, jedni pod prysznicem, inni przy goleniu a jeszcze inni jak sie napija wody z %.
Dopoki nie ma nakazu spiewania niech kazdy sam decyduje co robi na meczu i jak uzewnetrznia swoje emocje.
To tak jak na egzaminie swiadomosc, ze ktos czeka za drzwiami i pocieszy jak bedzie trzeba.
Durnowate przyspiewki to takie poklepanie po plecach (lub zamiast) dla dodania otuchy lub podziekowanie. Nie mozna tylko klepac w lapki i na tym poprzestac. W koncu z roznym skutkiem wszyscy spiewamy, jedni pod prysznicem, inni przy goleniu a jeszcze inni jak sie napija wody z %.
Dopoki nie ma nakazu spiewania niech kazdy sam decyduje co robi na meczu i jak uzewnetrznia swoje emocje.
~~~~~~~~
"Na pewno" pisze się naprawdę osobno, a "naprawdę" pisze się na pewno razem.
~~~~~~~~
"Na pewno" pisze się naprawdę osobno, a "naprawdę" pisze się na pewno razem.
~~~~~~~~
- _piotrusss
- Kadrowicz
- Posty: 1665
- Rejestracja: 15 stycznia 2004, o 20:11
- Lokalizacja: Lublin
Re: Lubelski Węgiel KMŻ Lublin - Orzeł Łódź 20.06.2010
Morgenstern pisze:Nie lubię tłumaczyć rzeczy oczywistych...
To dam Ci radę... Nie dyskutuj w tym temacie z Torsenem, bo będziesz musiał tłumaczyć rzeczy dla Ciebie najbardziej oczywiste na świecie.
Oczywiście nie masz najmniejszych szans na to, że druga strona Twoje tłumaczenia zrozumie.
Wzywam do bojkotu Torsena w wątkach dotyczących dopingu na meczach żużlowych! Spierdzieli nam kolejną, ciekawą i kto wie... może nawet owocną dyskusję.
Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać
Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska.
Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała,
Stąd brak światła i węgla. Ale system działa!
Andrzej Waligórski
Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska.
Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała,
Stąd brak światła i węgla. Ale system działa!
Andrzej Waligórski
Re: Oprawa i doping na meczach
Wam się chyba strasznie nudzi... 
Re: Oprawa i doping na meczach
Dlaczego
Dyskusja jak wiele innych.
Morgenstern, musisz pojechac na wyjazd, tam (prawie) wszyscy na sektorze wiedza po co przyjechali i doping idzie. Ot taki "wyjazdowy" fenomen.
A Zygmuntowskie, no coz... Rownowaga w naturze najwidoczniej musi istniec
Morgenstern, musisz pojechac na wyjazd, tam (prawie) wszyscy na sektorze wiedza po co przyjechali i doping idzie. Ot taki "wyjazdowy" fenomen.
A Zygmuntowskie, no coz... Rownowaga w naturze najwidoczniej musi istniec
Lublin miastem specjalistów teoretyków pozostających w wiecznej opozycji
Re: Oprawa i doping na meczach
Mikas już powiedział to, co mi przyszło do głowy czytając ten wątek. Na moje oko, kibice (czy jak kto woli widzowie) tych dwóch dyscyplin sportu to dwa różne typy ludzi!
Owszem, jest jakiś zbiór wspólny pomiędzy fanami żużla i fanami piłki nożnej, do czego niektórzy się przyznają przecież, ale są też - jak widać - pozostali, czyli ta większość, nieprzejednanych kibiców wyłącznie swojej dyscypliny sportu. I to ci właśnie stanowią o głównych cechach fana piłki nożnej i fana żużla. Tu nie ma co porównywać, nie ma co przekonywać. I już.
Dyskusja tyleż ciekawa co bezsensowna.
Owszem, jest jakiś zbiór wspólny pomiędzy fanami żużla i fanami piłki nożnej, do czego niektórzy się przyznają przecież, ale są też - jak widać - pozostali, czyli ta większość, nieprzejednanych kibiców wyłącznie swojej dyscypliny sportu. I to ci właśnie stanowią o głównych cechach fana piłki nożnej i fana żużla. Tu nie ma co porównywać, nie ma co przekonywać. I już.
Dyskusja tyleż ciekawa co bezsensowna.
pozdrawia:
Rafał Borowski
http://www.fotografmieszkan.pl - fotografia nieruchomości na sprzedaż, wynajem. Flipy, mieszkania, apartamenty, lokale komercyjne, domy.
https://m.facebook.com/29dreamniner/?ref=bookmarks
Rafał Borowski
http://www.fotografmieszkan.pl - fotografia nieruchomości na sprzedaż, wynajem. Flipy, mieszkania, apartamenty, lokale komercyjne, domy.
https://m.facebook.com/29dreamniner/?ref=bookmarks
Re: Oprawa i doping na meczach
ravajas pisze:Dyskusja tyleż ciekawa co bezsensowna.
Jakby sie nad tym glebiej zastanowic, to kazda dyskusja jest bezsensowna =]
Motor mocny
Re: Oprawa i doping na meczach
Ależ moje włączenie się do dyskusji zawsze ją ożywia, przecież ja piszę najdłuższe postyCooper pisze:obawiam sie, ze wlaczenie sie do niej Torsena, ktory nieraz twierdzil, ze te tematy go nie interesuja, moze ja zabic szybciej niz nam sie wydaje.
Szczerze mówiąc, nie wiem, co masz na myśli. Jeśli Twoim zdaniem najlepsze są dyskusje, jak w Radiu Maryja, czyli takie, w których wszyscy mają to samo zdanie, to ok. Mnie się jednak wydaje, że im większa różnica zdań między dyskutantami, tym dyskusja bardziej owocna.
Pudło. Nie jestem widzem. Nie śpiewam, nie tańczę, nie wykonuję pajacyków, ani nie wymachuję rękami, a także nie chodzę na widowiska o miernym poziomie sportowym, ponieważ mam szacunek dla samego siebie. Nie jestem widzem, po prostu wyrosłem z klimatów podstawówkowych.Speedway pisze:Morgenstern, po prostu dyskusja z widzem o kibicowaniu ma jeszcze mniejszy sens niż słuchanie dopingu we wspomnianym Saskim
No właśnie dlatego, że wiedzą, że to dla nich. Człowiek, który zszedł z drzewa i nabył ogładę choćby w podstawowym stopniu, podziękuje za wszystko, co drugi dla niego zrobi, nawet jak tego nie oczekuje, kiedy jest to zbędne, czy nawet jeśli przeszkadza.KosaRKS pisze:Nie wierzę jednak, że jakieś durnowate przyśpiewki miałyby jakikolwiek wpływ na to, z jakim nastawieniem wyjadą następnie do biegu.
To ja już nie wiem dlaczego np. Darkin po meczu w Krośnie, czy Tadek po meczu w Krakowie, dziękował nam za wsparcie z trybun. Oni wiedzą, że my zarówno na ZYgmuntowskich, jak i na wyjazdach zdzieramy swoje gardła dla nich.
Jestem pewien, że żużlowcom wystarczyłaby obecność kibiców oraz aplauz, bo aplauzem od starożytności sportowców się nagradza. Śpiewanie, że "jedyna moja miłość to jest Motoooor" zwisa im i powiewa, jak i sam Motor, tzn. KMŻ, w którym odjadą sezon, czy dwa i pójdą dalej, jak WSZYSCY żużlowcy.
Jak nie wiesz, to Ci chętnie powiem. Po pierwsze, mam pojęcie, tylko mam inne zdanie. Po drugie...Nie wiem po co udzielasz się w temacie, o którym nie masz pojęcia.
...nie wiem, czy każdy, z resztą nie interesuje mnie to. Pojawił się temat, więc się wypowiedziałem. Z resztą bardziej zainteresowała mnie kwestia rzekomo niesprawiedliwie szarganej reputacji kibiców piłkarskich, a kwestia sensu wyśpiewywania lub wykrzykiwania bzdetów tak, by było to słychać pod Parkiem Saskim to wręcz zabrzmiało jak prowokacjaKażdy już Twoje zdanie zna.
Nie jestem żadnym trollem. Troll prowokuje, a w tym wypadku, można powiedzieć, to ja zostałem sprowokowany.Jesteś takim typowym trolem
A Ty nadal nie umiesz udowodnić mi, że się mylę.czekasz aż ktoś napisze coś, co Ci sie nie podoba, żeby po raz kolejny napisać, że to jest głupie, bez sensu itd.
I przekonasz się, że nie zawsze to, co oczywiste, jest prawdą._piotrusss pisze:Morgenstern pisze:Nie lubię tłumaczyć rzeczy oczywistych...
To dam Ci radę... Nie dyskutuj w tym temacie z Torsenem, bo będziesz musiał tłumaczyć rzeczy dla Ciebie najbardziej oczywiste na świecie.
Bo, oczywiście, podobnie jak inni, nie jesteś w stanie zaprezentować argumentów, że zgraja bądź co bądź dorosłych ludzi, przeraźliwie fałszująca, "śpiewająca" o jakichś dozgonnych miłościach do klubu (który z resztą od lat nie istnieje), nie budzi politowania u postronnego, tzn w miarę trzeźwo i obiektywnie oceniającego rzeczywistość, obserwatora.Oczywiście nie masz najmniejszych szans na to, że druga strona Twoje tłumaczenia zrozumie.
Jak wyżej - osoba mająca inne zdanie wzbogaca dyskusję, a nie ją spierdziela.Wzywam do bojkotu Torsena w wątkach dotyczących dopingu na meczach żużlowych! Spierdzieli nam kolejną, ciekawą i kto wie... może nawet owocną dyskusję.
A zatem, do rzeczy.
Jak wyżej - tego wymaga kultura. Wiedzą, że to dla nich, więc dziękują. Też bym tak zrobił.Morgenstern pisze:Ciekawe, więc dlaczego często pozdrawiają kibiców, dziękują im za wsparcie, czy doping skoro wcale go nie potrzebują.Torsen pisze:Ale we wszelkiej maści wyścigach na starcie staje się po to, by przyjechać pierwszym na metę, a adrenalina, którą organizm w tym momencie wyzwala, absolutnie wystarcza za doping. Poza tym, podczas wyścigu zawodnicy nic nie słyszą. Czy coś słyszą w parkingu, grzebiąc przy sprzęcie, nie mnie oceniać. Nie wierzę jednak, że jakieś durnowate przyśpiewki miałyby jakikolwiek wpływ na to, z jakim nastawieniem wyjadą następnie do biegu.
Oczywiście, nie chciałbym nikogo obrazić, ale mam swoją teorię na temat tego, dlaczego niektórzy żyją sportem. Niektórzy też nawet podobno żyją tym, co się dzieje w serialach brazylijskich.Czyli po prostu nie rozumiesz idei kibicowania. Dla ciebie może to nie zmieć znaczenia i być płytkie, ale są setki tysięcy ludzi, którzy tym żyją.
Sport jest rozrywką, ewentualnie pasją. Może być też wykonywaną profesją. Ale życiem nie powinien być dla nikogo. To jest jakieś pomieszanie pojęć. W konsekwencji są tacy, którzy są gotowi to swoje życie wystawić na szwank, albo kogoś drugiego tego życia pozbawić, wszystko w imię... No właśnie, czego? Jedno i drugie jest chore i nadaje się do leczenia farmakologicznego, a może i hospitalizacji.
Można być wiernym, czemu się chce, tylko jedno ma wartość, a co innego jej nie ma w ogóle. W Polsce wierność ojczyźnie znaczy bardzo wiele i widać to na przestrzeni wieków. Dzięki ludziom o takiej postawie polska państwowość w ogóle istnieje. A co istnieje dzięki ludziom wiernym klubom sportowym? Kraty na stadionach?Nie wiem też, dlaczego można być wiernym choćby ojczyźnie, a klubowi już nie.
Poza tym, weź pod uwagę, że klub, o którym mówimy, zakończył swój żywot. Obecny nie ma z nim nic wspólnego, poza przybranymi barwami i częścią nazwy - to w piłce, bo w żużlu już tylko barwy nawiązują do przeszłości. A zatem przedmiot Waszej wierności już dawno nie istnieje.
Szczególnie dobrze to widać w Krakowie, gdzie są co najmniej trzy drużyny piłkarskie (tyle znam), a ich kibice się wzajemnie nienawidzą, wszyscy z jednego miasta! Tam nie jeden oddał życie za przywiązanie do barw, pobity na śmierć bejzbolem, czy innym. Jakie uczucia to w Tobie wzbudza?Szczególnie, że przeważnie kibicuje się klubom z miast z których się pochodzi, lub w których się mieszka.
Ale to wcale nie ma być żadną sztuką. To ma po prostu sprawiać przyjemność, dawać satysfakcję, podobać się, budzić pozytywne emocje.Poza tym nie sztuką jest kibicować, komuś kto gra pięknie i skutecznie.
Mnie, jak widzisz, mało kto uważa za kibica, nie mówiąc o "prawdziwym" kibicu, cokolwiek by to znaczyło, ale ja generalnie się z Tobą zgadzam co do powyższego. Sam też będę zawsze każdej lubelskiej drużynie życzył zwycięstw i wszelkich sukcesów. Ale nie wszystko muszę oglądać. Np. przez lata chodziłem na koszykówkę i na AZS i na Start, ale kiedy to wszystko poleciało, to chodzić przestałem, ponieważ jako kibic mam też swoje wymagania. Nie interesują mnie zmagania w na miernym poziomie, co nie zmienia faktu, że lubelskiej drużynie zawsze życzę wszystkiego najlepszego. Ale na mecz pójdę, jak będzie na co popatrzeć. Nie uważam, że ja jestem dla sportu, tylko sport dla mnie. Nie zmienia to faktu, że zawsze się angażuję emocjonalnie.Prawdziwy kibic jest ze swoją drużyną, czy sportowcem na dobre i na złe. Jeśli chodzisz na mecze, to zawsze angażujesz się w nie emocjonalnie i trzymasz za którąś z drużyn/sportowców. Życzysz więc im jak najlepiej i chcesz w jakiś sposób pomóc.
Ale jakie treści przekazujesz w tym śpiewie? Że kochasz klub? Że jego barwy są niezwyciężone, chociaż właśnie wdupiają 4:0? Przecież to godne pożałowania. A na żużlu tym bardziej, bo tu z klubem identyfikuje się pewnie kilku zawodników w skali całego kraju, reszta jeździ tam, gdzie ma lepsze warunki finansowe.Zagrzewanie do boju poprzez śpiewanie jest na to bardzo dobrym sposobem.
Czego im wtedy trzeba to wie trener, a przynajmniej powinien wiedzieć. Piłkarzom najczęściej umiejętności, a żużlowcom, oprócz tego, kasy na sprzęt. Czy ktoś udowodnił, że pod wpływem śpiewów z trybun zawodnikom przybywa jednego lub drugiego? Od kibiców oczekują chyba, przede wszystkim, obecności oraz zaangażowania w to, co się dzieje. Tym zaś jest aplauz po udanej akcji i dezaprobata po innej.Szczególnie potrzebnym właśnie wtedy, kiedy naszym idolom gra/jazda nie układa się i potrzebują wsparcia.
Jeśli sportowiec się nie stara, to wylatuje z drużyny. Nikt nie robi łaski, że się stara, bo taki jest jego obowiązek. Dla mnie podkreślanie ambicji, woli walki itd to temat zastępczy podczas komentowania porażek. Doceniać trzeba kunszt, umiejętności, talent, no i wynik. A ambicję? W dzisiejszym świecie nie ma miejsca na brak ambicji.Uwierz mi, że nawet jeśli kibicujesz i dopingujesz kogoś, kto w danej chwili gra słabo, ale widzisz, że się stara i walczy, to nawet po porażce możesz czuć się dumny.
Re: Oprawa i doping na meczach
Torsen - jak tam "Jeleń klasa"?
Re: Oprawa i doping na meczach
No, słabo ostatnio. Ale bywało lepiej, nie?
Pewnie mu we Wrocku nie śpiewają w tym roku.
Pewnie mu we Wrocku nie śpiewają w tym roku.
Re: Oprawa i doping na meczach
zaśpiewają - "nie płacz kiedy odjadę".



