Anty-żużel.
Anty-organizacja.
Choć tym razem do klubu jakichś wielkich pretensji nie mam, bo częściowo to nie ich wina.
Ciężko o wszystkim napisać, ale chociaż może część.
1. Frekwencja. Niestety, kiedyś to się musiało stać. Dziwiłem się, że w tamtym sezonie, po meczu z Łodzią i kilkoma innymi, w których nasi strasznie kaleczyli ludzi nadal przychodzą na stadion w dużej liczbie. Wczoraj frekwencja najniższa od kilku lat. I obawiam się, że po tym co się wczoraj działo na następny mecz przyjdzie jeszcze mniej osób.
2. Na plus, choć taki mały, bilety które wyglądały w porządku i tańszy program.
3. Na zdecydowany plus przygotowanie toru. To jest to o czym pisałem wcześniej. Musi on być przede wszystkim równy (nie koniecznie jak stół, bo to przecież żużel) i bezpieczny. Taki był, co pokazali nasi zawodnicy. Porównując do tego z eliminacji IMŚ i poprzedniego meczu ligowego - ogromna poprawa.
Problem jedynie polegał na tym - o czym kilka osób pisało wcześniej - zawodnicy z Krakowa nie potrafili utrzymać motocykla na przyczepnym torze z powodu braku siły, techniki czy nie wiem czego.
Tłumaczenie przedstawiciela Wandy, że tor był nieprzygotowany są żenujące. Chcieli ugrać punkty przy zielonym stoliku, z fair play ma to mało wspólnego.
4. Postawa zawodników Wandy. Za coś takiego powinni dawać kary finansowe. Cieszyłem się, że Kraków wrócił na żużlową mapę Polski, ale to co pokazali wczoraj podpowiada, że w lidze powinny jechać zespoły mimo wszystko trochę lepiej zorganizowane, żeby takie sytuacje jak wczoraj nie miały miejsca.
Czułem się po prostu zlekceważony. Widowisko gorsze niż na amatorach. Zresztą zawodnikom Wandy bliżej do amatorów niż zawodowców, nawet tych z II ligi.
5. Muzyka. Po meczu byłem zmęczony, nawet nie samym słabym widowiskiem, tylko przede wszystkim muzyką. Już średnio mnie interesuje jakie kawałki puszczasz, ale puszczaj to ciszej bo po tych 3 godzinach głowa zaczyna pękać.
Dla mnie najlepszą muzyką jest ryk silników, a w niektórych biegach, jak zawodnicy startowali spod taśmy (muzyka oczywiście wyłączana na 5 sek. przed startem) byłem tak ogłuszony, że ledwo słyszałem motory.
Zrozum, że jesteś DODATKIEM do widowiska, a nie głównym aktorem. Rób tak, żeby czas umilać a nie się narzucać.
I jeszcze mała uwaga - po prostu staraj się go nie zagłuszać, nie przeszkadzać. Wczoraj wyłączałeś muzykę w momencie gdy kibice dawali sobie spokój.
Ja na meczu miałem takie samo odczucie jak Korzen - tęsknię za I ligą, w której w każdym biegu startowało 4 zawodników, którzy przynajmniej w łuk się potrafili złożyć i stworzyć jakiekolwiek widowisko. Wczoraj poczułem się naprawdę jak w czasach LKŻtu. Dla młodszych kibiców - tak właśnie wyglądał żużel w Lublinie w drugiej połowie lat 90tych

W czasach LKŻtu byłem prawie na każdym meczu. Teraz dzięki Dj-owi czuję, że nadchodzi kres mojej wytrzymałości i tolerancji.