Nie znam osób, które na forum podają się za wtajemniczone, ale jeśli jest tak, jak piszą, to chyba rzeczywiście wszystko, co się obecnie dzieje w lubelskim żużlu to robienie wyłącznie dobrej miny do złej gry. Nie bardzo też rozumiem, jaki kapitał, w szczególności wyborczy, ktoś miałby na czymś takim ugrać, bo przecież prędzej, czy później - przy czym raczej prędzej - szydło wyjdzie z worka i efekty pracy działaczy okażą się w całej swej żałosnej mizerii.
Obawiam się, że źródłem kłopotów rzeczywiście są długi, bo "półtora miliona" w budżecie, jeśli rzeczywiście w minionym sezonie mieliśmy, to chyba tylko po stronie wydatków. Biorąc zaś pod uwagę, że jesteśmy w drugiej lidze, może należałoby się zastanowić nad "odłożeniem" budowania wiarygodności o rok i rozpoczęciem w nowym roku jazdy od nowa, z czystym kontem. Nie jest to etyczne, ale z drugiej strony, jaki jest sens się pogrążać? Czy ktokolwiek da stowarzyszeniu np. kilkaset tysięcy na łatanie starych długów? Na pewno nie.
Z tym, że licencje już rozdane, więc na zgłoszenie do rozgrywek nowego klubu jest już chyba za późno.
Jakkolwiek takie oświadczenia mogą wydawać się irytujące, to podzielam pogląd Gela, że na jazdę zawodników pokroju tych, których zakontraktowaliśmy, raczej nie ma sensu patrzeć. Jak Motor zaczął się staczać w latach 90., przestałem chodzić na żużel i moja noga na Zygmuntowskich nie stanęła aż do czasu, kiedy TŻ + J. SIwek + SIPMA nie zaczęli odbijać lubelskiego żużla od dna. Też lubię żużel, ale w oglądaniu porażek nie znajduję żadnej przyjemności. A jeśli ktoś nazywa mnie kibicem sukcesu, to napawa mnie to dumą

Obecnie obraz jest tragiczny i poza jakimiś plotkami, że coś tam się szykuje i jeszcze wszystkim oczy na wierzch wyjdą, a także kompletnie niewiarygodnemu paplaniu działaczy, nie widać nic, co dawałoby jakąkolwiek nadzieję. Wszyscy zawodnicy odeszli. Został zawodnik najmniej efektowny, o którym w zeszłym roku wszyscy zgodnie pisali, że w 2009 r. powinien coś ujechać dzięki obecności jego brata w drużynie. Dziś brata w drużynie już nie ma. Jest za to jakiś Ukrainiec bez sprzętu.
Nie słychać nic o efektach poszukiwania sponsorów. Wojciechowski szuka ich już, jeśli się nie mylę, od 2007 roku, a Sprawka od roku co tydzień finalizuje kontrakty.
Nie podpisano z żadnym zawodnikiem, którego klasa sportowa sugerowałaby, że mamy jakąś kasę, więc teraz rozmowę o Rymelach należy raczej traktować w kategoriach ponurego żartu. Pouciekali nam zawodnicy, jak sądzę, znacznie od Rymela tańsi, których zatrzymanie - zgodnie z tym, co paplano po zakończeniu minionego sezonu - było priorytetem klubu. Właściwie, jak dotąd nie osiągnięto ani jednego z postawionych celów. Nawet licencja, jeśli dobrze pamiętam, jest warunkowa.
A zatem trudno o optymizm.
Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego niektórzy utożsamiają to, co mamy teraz, z metodą "małych kroczków do przodu". Bo jak na razie, to jedynym kroczkiem do przodu było niepowołanie nowego klubu pomimo ewidentnych długów.