oj bladzicie ludu bladzicie...
wyobrazcie sobie, ze jestescie operatorem wozka widlowego w Pszczółce ale trafia sie lepiej platna robota przy rozladunku towaru w Garwolinie. ma to byc nie tylko jednorazowa fucha ale cykliczne rozladunki, dlatego organizujecie lawete i napieracie w wiadomym kierunku. po przyjezdzie bierzecie sie od razu do roboty i "zrzucacie" kilka tirow. po skonczonej robocie idziecie do kanciapy kierownika placu aby ustalic miejsce, gdzie mozecie zostawic swoj wozek, zeby nie ciagac za kazdym razem lawety. tutaj zaczynaja sie problemy, bo okazuje sie, ze nowe dostawy maja byc ale prawdopodobnie bedzie obslugiwala je inna ekipa i nie wiadomo kiedy bedzie kolejna okazja, a za pozostawienie wozka trzeba jeszcze bedzie dodatkowo placic, bo parking jest platny chociaz niestrzezony. rozliczenie za wykonane rozladunki dzisiaj juz bedzie niemozliwe, bo ksiegowa zabrala wszystkie pieniadze z kasy i zawiozla je do banku, jednak bedziecie mieli zaplacone przelewem. lekko zniesmaczeni pakujecie wozek na lawete i wracacie spowrotem do Lublina. do Pszczółki... placa mniej ale robota jest. po jakims czasie sprawdzacie konto, a tam same przelewy z Pszczolki ale zadnego z Garwolina. dzwonicie zapytac co jest grane i dowiadujecie sie, ze przelew bedzie zrobiony. i tak co tydzien... ciezko doprosic sie o nalezna wam kase. po ponad 3 miesiacach kiedy to straciliscie juz ostatnie nadzieje na odzyskanie czegokolwiek dzwoni wasz telefon, a na nim wyswietla sie znajomy numer kierownika placu... jednak jestescie wkurzeni i nie macie ochoty z nim rozmawiac. pozniej na poczcie glosowej mozna uslyszec "tu kierownik placu z Garwolina trafia sie robota przy rozladunku towaru..."

milego weekendu!