#1990 Postautor: Koper » 13 sierpnia 2008, o 13:50
Co prawda nie do konca czlowiek lubelskiego zuzla, chociaz kiedys w zuzlowej szkolce byl, a obecnie jest glownie czlowiekiem motocrossu, ale mysle ze warto ten wywiad z gazety.pl przeczytac.
Więckowski: Prezent dla Rzeszowa
Rozmowa z założycielem i prezesem jednego z najlepszych polskich klubów motocrossowych, Crossu EkoKlinkier, Piotrem Więckowskim. Klub istnieje od 12 lat, wypracował sobie pozycję nie tylko na arenie krajowej, ale i międzynarodowej, a ciągle nie może pochwalić się własnym torem.
Klub Motorowy Cross EkoKlinkier to zdobywca ponad dwóch tysięcy pucharów. Nie ma jednak ani jednego toru.
Małgorzata Demendecka: Budowa toru motocrossowego w Lublinie stoi pod znakiem zapytania. Bez niego możemy się pożegnać z organizacją zawodów o Puchar Polski. Dlaczego tak się stało?
Piotr Więckowski: Cieszyłem się na te zawody jak na własne urodziny. Jeśli nie uda nam się ich zorganizować z powodu problemów z torem, Rzeszów dostanie od Lublina naprawdę wielki prezent. Nie tracę nadziei, że ten tor w końcu powstanie, bo jest nam bardzo potrzebny. To wstyd, że klub tej rangi nie może organizować zawodów. Źle się dzieje, że atakowany jest prezydent. Sami jesteśmy sobie winni zaistniałej sytuacji. Każda budowa w Lublinie to ogromny problem. Mieszkańcy na nic nie chcą się zgodzić, a ich argumenty są często bezpodstawne. Hałas jaki stwarzają motory, nie przekracza niedozwolonych norm. To wyimaginowany problem. Na Czechowie pod protestem podpisywali się ludzie, którzy nawet nie zauważyli, kiedy były jakiekolwiek zawody.
Gdzie teraz ćwiczą zawodnicy?
- Treningi kondycyjne to nie problem, ale z doskonaleniem jazdy bywa różnie. Wykorzystujemy ścierniska po żniwach, które niestety nie wystarczają na długo. W Świdniku też trenowaliśmy i zostaliśmy zaatakowani. Jest jak jest, nic nie możemy z tym zrobić. Profesjonalni zawodnicy biorą udział w zgrupowaniach w różnych miejscach w Polsce.
W poprawie warunków na pewno pomogłaby planowana współpraca z Yamahą...
- Jeszcze nie podpisaliśmy żadnej umowy na papierze. Na razie to taka umowa dżentelmeńska, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Chcemy, by Yamaha objęła swoim patronatem naszą szkółkę. Wypożyczyli nam do tej pory dwa motocykle i obiecali jeszcze trzy dla najmłodszych.
Jeden z pana podopiecznych, Tomasz Wysocki, reprezentował w niedzielę Polskę i klub na mistrzostwach świata w Holandii. Jak się spisał?
- Niestety, Tomkowi nie udało się zakwalifikować do finałowego biegu. Konkurencja była ogromna. Weszło 18 zawodników, on był 34. Nie przejmujemy się, sukcesem jest już start w tak prestiżowych zawodach. Został powołany jako jeden z dwóch polskich zawodników. To pokazuje jego klasę. Jest przecież mistrzem Polski w klasie 85cm i zdobywcą wielu tytułów.
W Lublinie są zawodowi motocrossowcy?
- Daleko nam jeszcze do stworzenia takiej sytuacji, jaką możemy obserwować np. na Ukrainie, gdzie spora ilość zawodników przeszła na zawodowstwo. Utrzymują ich sponsorzy. Oni nie muszą się przejmować szkołą czy pracą, jak u nas. My jeszcze nie płacimy za jazdę. Pieniądze uzyskane od sponsorów i miasta idą głównie na szkolenia i treningi. I tak więcej dajemy niż bierzemy.
Wzmocnieniem dla zespołu mają też być nowi zawodnicy, których chce pan ściągnąć do Lublina z Ukrainy?
- Nie chcę, ale muszę. Chodzi o Romana Morozowa i Valerego Dosenko. Nie będą oni jeździli stale w naszym klubie, ale jesteśmy zaprzyjaźnieni i wspomogą nas na mistrzostwach w Człuchowie. Ściąganie zagranicznych zawodników to naśladowanie innych klubów, w których szeregach znajdują się obcokrajowcy. To warunki gry Polskiego Związku Motorowego. Lublin ma wystarczająco dużo własnych talentów. Poprosiliśmy o współpracę, ale dalibyśmy radę i bez nich. Choć to świetni zawodnicy, wolałbym przeznaczyć te pieniądze na szkółkę.
Więc stawia pan wyżej szkółkę?
- Szkółka motocrossowa to jedyna droga do tego, by klub nie przestał istnieć, rozwijał się. Najlepszym przykładem jest lubelski żużel, gdzie nikt nie trudził się, by zainteresować tym sportem najmłodszych. Zostali już tylko amatorzy i gdyby nie oni, żużla nie byłoby już wcale. Dla mnie szkółka jest nie tylko inwestycją w klub, to moja pasja. Jestem dumny z tego, że odciągnąłem tyle dzieciaków od komputera. Rodzice też zobaczyli w tym cel, sami kupili im 14 motocykli.