#1495 Postautor: Torsen » 22 stycznia 2007, o 22:58
Jeśli chodzi o fenomen Hansa Nielsena w Lublinie, to nie ma najmniejszych szans na to, by się on - ten fenomen - powtórzył i to co najmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze, osobowość Nielsena, człowieka kulturalnego, wręcz dystyngowanego gentlemana jest dziś tak daleka od żużla jak partycypacja w nim kobiet.
Po drugie i ważniejsze, nie powtórzy się już szara mizeria polskiego przełomu lat 80. i 90. Wtedy nie było tu NIC. Zawodnicy jeździli w sfatygowanych skórach koloru brąz, starych, szaroburych, wytartych. Dziadostwo, będące pokłosiem zdychającej komuny, naznaczonej takimi kryzysami, jakich dzisiejsze pokolenie nie potrafi sobie wyobrazić, było wszechogarniające i jako takie nikogo nie dziwiło, było codziennością, jakby czymś normalnym. Nielsen, mistrz świata, w swym lśniącym kombinezonie na niebieskim, połyskująym motocyklu, oblepiony reklamami firm, które większość Polaków znała wtedy wyłącznie z telewizji, na tle konkurentów wyglądał jak z innej bajki, jak z innego świata. Myślę, że pokolenie dzisiejszych dwudziestolatków nie jest w stanie tego pojąć, czym był Nielsen w Robotniczym Klubie Sportowym Motor Lublin początku lat 90. By zachować proporcje, trzeba by chyba dziś do lubelskiej drużyny koszykarzy sprowadzić Alana Iversona. I tylko dlatego nie napisałem "Michaela Jordana", że skończył już karierę...