Koper pisze:kandydatki z Lublina na miss foto studnetek http://www.miss.studentek.pl/index.php?page=11&pg=5
widze pare kolezanek
kolezanka z czechowa z paganiniego jest
Koper pisze:kandydatki z Lublina na miss foto studnetek http://www.miss.studentek.pl/index.php?page=11&pg=5
Portal gazeta.pl pisze:Prezes KS Toruń opluty przez kibiców
Opluty, trafiony kamieniem i butelką - tak toruńscy kibice żużla potraktowali prezesa drużyny Adriany Mirosława Batorskiego po zwycięskim meczu drużyny w Ostrowie Wielkopolskim.
Adriana w pierwszym meczu barażowym wygrała 50:40, co w praktyce przesądza już, że utrzyma się w żużlowej ekstralidze. Radość zespołu, po bardzo udanym spotkaniu - to przecież ostrowian uznawano za faworyta pojedynku na własnym torze - była ogromna. A ponieważ kibice wielokrotnie - szczególnie na internetowych forach - narzekali, że członkowie drużyny nie żegnają się z nimi po spotkaniach, zarówno zawodnicy jak i trener Jan Ząbik podeszli do 200-osobowej grupy fanów, która przyjechała do Ostrowa Wielkopolskiego z Torunia.
Wraz z zawodnikami z sukcesu cieszył się też prezes KS Toruń (tak nazywa się klub, Adriana to nazwa drużyny) Mirosław Batorski. Jego obwinia się za słaby sezon żużlowców oraz fatalne wyniki finansowe klubu, który ma ponad milion złotych zaległości. Kiedy podszedł do fanów, ci zaczęli skandować "Batorski won, Batorski won". Mimo to chciał im podziękować za to, że przyjechali do Ostrowa Wielkopolskiego i dopingowali zespół w ważnym meczu. Dołączył do innych członków toruńskiej ekipy, którzy kolejno podawali dłoń stojącym w swoim sektorze kibicom Adriany. Jego ręki kibice ściskać nie chcieli. Doszło nawet do ataku na działacza KS Toruń - jeden z fanów... splunął mu na twarz. Inny rzucił Batorskiego kamieniem, który trafił go w głowę. Kolejny użył butelki - ta ugodziła prezesa klubu w plecy.
Batorskiemu nic się nie stało - chwilę później smutno stanął obok i zapalił papierosa. Chuliganów nie złapano.
Nerwowo w Ostrowie było jeszcze przed początkiem spotkania. Obie drużyny zdawały sobie sprawę z wagi pojedynku. - Chcemy wygrać jak największą różnicą punktów, aby później bronić przewagi w Toruniu. Porażka na własnym torze nawet nie wchodzi w rachubę - podkreślał Tomasz Jędrzejak, zawodnik Intaru Lazur. Pewny siebie był także trener Adriany Jan Ząbik. - Znam doskonale siłę rywali. Nie mam wątpliwości, że wygramy rywalizację z zespołem z Ostrowa - powiedział.
Początek spotkania był wyrównany. W drużynie Adriany nie zawodzili Duńczycy: Bjarne Pedersen i Niels Kristian Iversen, o formę których obawiano się najbardziej. Obaj w ostatnich dniach nie byli zdrowi. Pierwszy zmagał się z wysoką gorączką, a drugi z urazem łokcia.
Po czwartym biegu torunianie zauważyli, że na drugim łuku, na zewnętrznej części toru jest odsypana nawierzchnia. Jadąc po tej "ścieżce" można było nabrać prędkości i wyprzedzić rywali, którzy wyraźnie preferowali jazdę przy krawężniku. Jako pierwszy skorzystał z tego Krzysztof Słaboń i w szóstym biegu wraz z Wiesławem Jagusiem podwójnie pokonali parę gospodarzy tworzoną przez Petera Karlssona i Ricky Klinga.
Jedynym zawodnikiem Adriany, który miaÅ‚ problemy z wyprzedzaniem rywali byÅ‚ Simon Stead. Ale Anglikowi pomogli trener ZÄ…bik i Åukasz Benz, rzecznik prasowy KS ToruÅ„. - Tam masz jechać! Na zewnÄ™trznej części toru, dokÅ‚adnie przy pÅ‚ocie - mówili i pokazywali drogÄ™ Anglikowi stojÄ…c przy bandzie na przeciwlegÅ‚ym Å‚uku. Efekt? W nastÄ™pnym wyÅ›cigu Stead jako drugi minÄ…Å‚ liniÄ™ mety.
W tym czasie wrzało w zespole Intaru. Wyraźne prowadzenie drużyny Adriany zupełnie zaskoczyło gospodarzy. Zawodnicy nie kryli pretensji i uwag wobec siebie. Jeden obwiniał drugiego. - Jeśli niektórzy nie dorośli do tego sportu, powinni wziąć łopatkę i pobawić się w piaskownicy - komentował nerwowe reakcje w parkingu trener Intaru Jan Grabowski.
Nie zmieniło to wydarzeń na torze. Torunianie nie pozwolili rywalom na odrobienie strat i ostatecznie wygrali różnicą dziesięciu punktów. Zwycięstwo mogłoby być bardziej okazałe, ale sędzia Wojciech Grodzki wykluczył Iversena, który jego zdaniem w ostatnim biegu dwoma kołami przekroczył białą linię oznaczającą wewnętrzną część toru. - Nie zgadzam się z tym. Owszem, ominąłem ją, ale tylko jednym kołem - dziwił się decyzji arbitra Duńczyk.
Załamani po spotkaniu byli ostrowianie. Dla nich porażka oznacza koniec marzeń o awansie. - Chyba tylko cud mógłby sprawić, żebyśmy w Toruniu odrobili straty. Ale ja nawet w to nie wierzę. Rywale są po prostu zdecydowanie lepsi - powiedział zawodnik Intaru Tomasz Jędrzejak.
W parkingu goście nie ukrywali radości. - Choć przed nami jeszcze mecz w Toruniu, to nie wyobrażam sobie sytuacji abyśmy nie utrzymali się w ekstralidze - powiedział Adrian Miedziński. - Widać było różnicę między drużynami - stwierdził lider "Aniołów" Wiesław Jaguś. Uśmiechnięty był Krzysztof Słaboń, który po kilku nieudanych występach pokazał się z lepszej strony. - Moje silniki już dawno nie nadają się do użytku. Przed meczem dostałem nowe od działaczy. Nie wiem nawet czyje. Wsiadłem na motocykl i jechałem jak najlepiej potrafiłem - stwierdził. W dobrym humorze był także Mirosław Karkosik, brat Romana Karkosika, jednego z najbogatszych Polaków. Od kilku tygodni mówi się, że ten drugi ma zostać sponsorem toruńskich żużlowców w przyszłym sezonie.
Radość torunian po niezłym spotkaniu zmąciła tylko zaskakująca reakcja kibiców wobec Batorskiego.
Komentarz: Wstyd za kibiców
Mirosław Batorski ideałem szefa klubu nie jest. Sam przyznaje, że ma problemy ze znalezieniem sponsorów, słusznie zarzuca mu się, że nie patrzy na mecze żużlowe, jak na towar, który trzeba odpowiednio sprzedać. Wad ma sporo.
Ale też nie przypominam sobie, by w sytuacji, kiedy Apator S.A. rezygnował ze sponsorowania klubu i powstawał nowy - KS Toruń - znalazł się ktokolwiek chętny do zarządzania klubem w wyjątkowo trudnej sytuacji. Nikt nie chciał prowadzić zespołu, kiedy ten nie ma pieniędzy, a musi usatysfakcjonować kibiców żądających wiecznie sukcesów. Batorski zgodził się na pełnienie roli prezesa, bo innym zabrakło do tego odwagi.
Można go krytykować, bo pełni ważną funkcję w zakochanym w żużlu w Toruniu. I na sceptyczne uwagi musi być przygotowany zawsze. Ale czym innym jest krytyka działacza, który popełnia błędy, a czym innym bezlitosne atakowanie go plując, rzucając kamieniami, butelką.
W niedzielę ostatni mecz żużlowców Adriany w tym sezonie. To sprawdzian też dla kibiców. Nie oczekuję, by tchórzliwi stadionowi bandyci, którzy go zaatakowali, teraz mieli odwagę do przeprosin. Liczę za to na innych. Warto przeprosić Batorskiego za upokorzenie z Ostrowa Wielkopolskiego. Na pewno będzie na meczu i w przeciwieństwie do tych, którzy go zaatakowali, nie schowa się w tłumie. Na tym polega jego wyższość nad tymi, którzy uważają, że chcą dobra toruńskiego klubu.
Koper pisze:Stringi Hampel Racing już w sprzedaży: http://www.hampelracing.com/sklep/?p=pr ... ategory=10
jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz"...