Sponsor pisze:Drogi Panie, w biznesie /a żużel już nie jest tylko sportem, a jest także biznesem/ nie ma miejsca na obrażanie się i dąsanie przez dyrektora czy prezesa z powodu wpisów dokonywanych przez anonimowe osoby na kibicowskim forum.
A to by się Pan zdziwił...
dyrektor czy prezes to przedstawiciel tego biznesu, którego zadaniem jest (...) wyznaczanie trendów rozwoju klubu-przedsiębiorstwa i czuwanie nad realizacją postawionych zadań.
Gdzie to, Panie Sponsorze, takich mądrości uczą, że prezes, czy tym bardziej dyrektor, jest od "wyznaczania" i "czuwania"? Prezes jest członkiem zarządu, a zarząd to egzekutywa. Dyrektor jest natomiast jego pracownikiem. Funkcje, o których Pan pisał, w klubie działającym w formie stowarzyszenia sprawuje walne zebranie członków, bezpośrednio lub przez organ nadzoru.
Chyba nic dziwnego, Panie Sponsorze, że ten nasz lubelski biznes tak cienko przędzie, skoro jego przedstawiciel nie zna fundamentalnego podziału kompetencji między organami osoby prawnej, prowadzącej przedsiębiorstwo.
jako dobry prognostyk na przyszłość odbieraliśmy ściągnięcie wychowanków lubelskiego klubu do tegorocznej drużyny i zestawianie składu w oparciu o lubelskich z rodowodu jeźdźców. Tyle, że tego typu rozwiązania sugerowaliśmy już przed 2-3 laty i jak widać potrzeba było aż tak długiego okresu by przekonano się, że są to rozwiązania dla tak specyficznej dziedziny sportu jaką jest żużel, najrozsądniejsze.
Na razie to okazuje się, niestety, coś zupełnie odwrotnego.
Sponsor pisze:By zdobyć się na założenie SSA musi coś być zastane - zaplecze, infrastruktura, wyniki, brak zobowiązań.
Słusznie Panu odpowiedziano, że taki klub mógłby wyemitować akcje nie za 500 tys, tylko za 5 milionów.
Nie zdradził Pan firmy swojej (?) spółki, ale nie należy ona chyba do potentatów. 500 tys zł to minimalna wysokość kapitału zakładowego spółki akcyjnej (swoją drogą, cóż to jest SSA? Używa Pan tego skrótu raz po raz). MINIMALNA - to raz, i nie wykłada jej jeden podmiot, tylko założyciele, których jest zwykle kilku - to dwa. Jeśli będzie ich pięciu i podzielą się równo akcjami, to płacą po 100 tysięcy. Pytam się: co to jest 100 tysięcy złotych na inwestycję - dla przedsiębiorcy? To jest nic!
Proponuję Panu wyłożyć 500 000 PLN dla rozrywki
Każde przedsiębiorstwo ma większe dochody niż przeciętna osoba fizyczna, więc porównanie jest zupełnie nie trafione. Argument w stylu: "jeśli uważasz, że Trumiński źle pojechał, to wsiądź na motor i pojedź lepiej". Od każdego trzeba wymagać stosownie do jego możliwości. Człowiek zarabia, by realizować swoje cele, a przedsiębiorstwo zarabia, żeby zarabiać - zarabianie jest istotą jego istnienia. Jeśli czasem zarobi mniej, bo zainwestuje, żeby kiedyś zarobić więcej lub zrobić coś pożytecznego dla otoczenia, to nikt na tym nie straci. A jeśli 100 tys jest tak istotną kwotą w rocznym bilansie Pana spółki, to nazywajmy rzeczy po imieniu.
Sponsor zanim wydatkuje środki finansowe, zada sobie pytanie - jaki będzie pożytek z tej inwestycji? W przypadku TŻ Lublin nigdy nie było gwarancji, ani że środki zostaną rozsądnie zagospodarowane /bo polityka w kwestiach organizacyjnych i sportowych była daleka od profesjonalnej/, ani że będą sposobności by wpłynąć na ich rozsądne wydatkowanie i skontrolowanie tego jak zostały spożytkowane.
Albo skacze Pan po tematach, albo znowu wykazuje się niezrozumieniem kwestii fundamentalnych. Jeżeli mówimy nadal o S.A., to pragnę zauważyć, że gwarancja, o której Pan wspomniał, jak najbarzdiej by istniała, a stanowiłyby ją wybrane przez Was - akcjonariuszy - organy spółki. Jeśli zaś mówimy o stowarzyszeniu, to zachowajmy trochę powagi i nie mówmy o inwestycjach. Wykupienie reklamy jest zapłatą za usługę, a nie inwestycją. W ten klub nikt nigdy nie zainwestował, dlatego brak mu, jak to było? "zaplecza, infrastruktury, wyników, braku zobowiązań".
Naprawdę nie sztuką jest wydać 500 000 PLN. Sztuką jest ich nie stracić.
Rzekłbym, że sztuką jest je pomnożyć.
Gdy będziecie Panowie zarządzać przedsiębiorstwami zrozumiecie czym jest wartość pieniądza, zwłaszcza w obliczu trudności z jakimi niejednokrotnie przychodzi się borykać przy ich pozyskiwaniu.
Nie trzeba zarządzać przedsiębiorstwami, żeby znać wartość pieniądza i trudności z ich pozyskiwaniem.
"80 sponsorów w roku 2004" - proponuję uściślić: reklamodawców, nie sponsorów. Sponsoring w rzeczywistości ma inny wymiar, niż tylko wykupienie miejsca na baner reklamowy. To naprawdę zasadnicza różnica, którą warto już sobie przyswoić.
Chętnie ją poznam, mógłby Pan ją przedstawić? Jeśli chodzi tylko o terminowość lub bezterminowość umów i wielkość zaangażowanych środków, to spór jest akademicki. Dla jednych 100 tysięcy to kokosy, dla innych 10 milionów to nic nadzwyczajnego. Dla jednego umowa na 2 sezony jest umową długoterminową, dla drugiego... itd.