W sytuacji meczów zagrożonych procedura jest jasna. Jeśli mecz jest uznany za zagrożony, organizator ma za zadanie ubić tor i nie prowadzić na nim prac, treningów w określonym terminie. Jeśli po przyjeździe, podczas pierwszej inspekcji komisarz uzna, że tor nie został przygotowany zgodnie z kwalifikacją i następnie nie został przygotowany do 30 minut przed zawodami – orzeka walkower. Koniec kropka.
I tu zaczynają się schody - jak było. Możemy oceniać jedynie na podstawie słów zainteresowanych stron. Jednak idąc krok po kroku, na podstawie wydarzeń i zapisów regulaminowych można wysnuć teorię jak to wyglądało.
Mecz był zakwalifikowany jako zagrożony i Unia tor zbronowała. Tutaj jest zgodność.
Sędzia nie odgwizdał walkowera, zatem wydaje się, że uznał wraz z komisarzem, że Unia tor zbronowała, ale doprowadziła go do stanu regulaminowego na 30 minut przed zawodami. Uniknęli walkowera ale za to grożą inne kary.
I teraz zaczyna się problem. Rzeszów widocznie nie uznał tego co uznał sędzia - czyli wg sędziego tor był regulaminowy, wg Rzeszowa taki nie był. Marta widocznie trzyma się zapisu, że toru na meczu zagrożonym nie można ruszać. Ale być może nie doczytali, że aby odgwizdać walkower to nie wystarczy...? Jeszcze namieszał sędzia bo zaczął jakieś prace na torze. Jeśli uznał, że tor był ok to powinni jechać o czasie. Jeśli trzeba było coś na nim robić to znaczy, że był nieregulaminowy. Oj będą się głowić nad tym w Ekstralidze. Szkoda tylko, że co roku jakaś akcja tego typu musi się pojawić...

Żeby krytyka była konstruktywna, należy przykre zdanie zakończyć pozytywnym akcentem.
Na przykład: Jesteś wyjątkowym ch*jem, ale masz za to ładne buty!