Hela pisze:Nikt z zagranicznych zawodników, dla których start w Polsce skończy się po jednym czy dwóch meczach nie będzie inwestował w silniki bo po co? Dlatego nie ma co się dziwić gęstej atmosferze wokół absencji Steada, czy sytuacji z Proctorem.
Mimo wszystko się dziwię. W jakiej sytuacji stawiasz klub takim podejściem, a w jakiej zawodnika?
Moim zdaniem klub ma za każdym razem wybrać do składu aktualnie najlepszych, a nie bawić się w psychologa i wróżkę. Jak ktoś nawala, czytaj nie spełnia pokładanych w nim nadziei ściśle skorelowanych z KSM, to na jego miejsce czeka zmiennik i jeśli jest lepszy, to jedzie. A po co ma "zagraniczny" inwestować w silniki po odstawieniu go od składu? No, chyba po to, żeby do niego wrócić, bo innego sposobu nie ma i być nie powinno. To samo odnosi się do polskich zawodników, tylko że w tej mierze akurat panuje pełna zgoda wśród forumowiczów. Niekonsekwencja?
Mówimy przecież o zawodnikach, obiektywnie rzecz biorąc, może odrobinę lepszych niż przeciętni. Oczywiście, że można i należy do końca wierzyć w zawodników klasy Golloba - taki prędzej czy później zatrybi, więc musi być w składzie zawsze, kiedy to tylko możliwe. Ale Stead, Proctor, Howe, Hall, czy inni przeciętniacy to typowa sprawa na dwa uda i trzeba mieć w rezerwie inne rozwiązania. Pytanie jak długo zwlekać z decyzją o uruchomieniu innych rozwiązań - moim zdaniem im krócej, tym lepiej, bo czekanie, w przypadku stawiania na takich zawodników, może spowodować koniec szans na cokolwiek, szczególnie, gdy w założeniu jest awans.
W przypadku Piły doszło w tym roku do swoistego paradoksu. Skład mieli cieniutki i żadnych szans na awans, kiedy nagle pojawiło się 25 gwarantowanych punktów w każdym meczu. Ale do tych 25 punktów nie można już było dorzucić lepszych nazwisk, więc trzeba było jechać tymi, które były. I traf chciał, że niektórzy z tych zawodników, dzięki regularnej jeździe, zrobili zupełnie nieoczekiwany postęp. Ale to nie jest uniwersalna metoda - może dać efekt, ale może też go nie dać.
Podobnie, jak metoda Wilka nie jest metodą uniwersalnie złą. Oczywiście, zdarzały mu się wpadki z ustawianiem składu i to dość spektakularne, jak Aspgren na pozycji seniorskiej, ale zasadniczo podzielam jego pogląd, że rotacja w składzie nie jest ani niczym nadzwyczajnym, ani tym bardziej niczym złym. Po to właśnie jest kadra zawodników, odpowiednio szersza niż sama drużyna. Przecież w żużlu zarabia się jeżdżąc i nikt nie podpisałby kontraktu z klubem wiedząc, że bierze na siebie rolę koła zapasowego na wypadek kontuzji w zespole. Więc jeśli mamy kasę, chcemy awansu i budujemy mocną pakę, to tylko z założeniem, że skład jest płynny.
I tak jak pilanom dość szczęśliwie wypaliły "Dilgery" dzięki regularnej jeździe, tak nam dość pechowo nie wyszła na dobre walka o skład między zawodnikami teoretycznie znacznie lepszymi. To nie jest logiczne, dlatego jestem gotów zrzucić to na karb fartu. Którego, póki co, odpukać, nie brakuje również trenerowi Dzikowskiemu
