#503 Postautor: aytuy » 23 lutego 2006, o 06:05
Byłem u pana trenera Bieleckiego w bodaj lipcu/sierpniu roku 2005. Jak mówiłem okazało się, że motocykl może i się znajdzie, ale resztę trzeba kupić/załatwić we własnym zakresie. Z racji że nie mam w rodzinie, wśród znajomych nikogo jeżdżącego znaczyłoby to kupić. Ale gdy pan Bielecki zapytany "ile w takim razie musiałbym włożyć na start" oszacował, że około 10 000, opadła mi szczęka. Świadom jestem że gdyby się człowiek postarał, bo rozglądałem się za sprzętem, to dałoby się kask łupki kombinezon, gogle, rękawice, buty, kupić nieco taniej, ale to nieco wciąż mnie nie przekonuje. Jeżeli chodzi o lekarza i rodziców, to lekarza umiałbym załatwić, a i ze strony rodziców nie mam problemu, chyba że liczyć to że nie należę do rodziny zamożnej. Mam zapał, ale niestety nie stać mnie na zakup całości sprzętu.
Aha jeszcze, co do tego Harvardu. Powiem, że to jest bez porównania bo Harvard jest za granicą, ale jeśli idzie o polskie szkoły to wszędzie idzie się dostać z dobrymi wynikami, chyba ża mówisz o prywaciarzach. Sytuacja się zmienia nawet odnośnie za granicy bo są programy które sprawdziwszy twoje umiejętności dofinansują znaczną część studiów. A wracając do żużla powiem, że coniektórzy patrzą przez pryzmat naszego klubu - nie mamy my więc wszyscy powinni przyjść i nam dać. Ale dziwnym trafem na terenie krau zdarzają się cuda (bo chyba tak byście to nazwali), że młodzi jeżdżą i to młodzi, często spoza środowiska żużlowego. Nie wnikam w stronę techniczną tego tajemniczego zjawiska, ale czytałem o Rybniku, gdzie nie dość że trenuje się młodzież, to po licencji szkółkowicze dostają sprzęt "od klubu", który juniorzy chwalą przynajmniej w wywiadach. I pewnie znalazłyby się inne przypadki tego rodzaju, gdzie śmiem sądzić że wszystko odbywa się na ziemi bez ingerencji bożej.