mikas pisze:Przecież poznaliśmy powody konfliktu z jednej i drugiej strony. Śledź wypowiedział się na swojej oficjalnej stronie internetowej
tutaj i z tej wypowiedzi jednoznacznie wynika że chodziło tylko o kase.
Ważne jest nie tylko to,
co zostało powiedziane, ale również
jak to zostało zrobione. Jeśli padły słowa, które przywołał Śledź i zostały wypowiedziane w taki sosób, jak myślę, to mnie osobiście reakcja Śledzia nie dziwi. Warto też mieć na uwadze fakt, że druga strona konfliktu ostatecznie
bardzo zabiegała, by Śledzia jednak zatrzymać w klubie i to również o czymś świadczy: albo o zdrowym rozsądku, albo o chłodnej kalkulacji, albo o tym, że nie taki diabeł straszny, jak go wymalowano.
Jeśli mówi się komuś, że nie dostanie tego, co mu się należy, a jak nie chce przyjeżdżać, to pojedzie za niego ktoś inny, to moim zdaniem nie można mieć pretensji o to, że ten ktoś się nie pojawił. Moim zdaniem więc w tej sprawie Śledź nie był winowajcą, tylko pokrzywdzonym. Bo tłumaczenie, że zaległości są normalną sprawą, to przyznasz, żenada. Może i są normalną srawą, ale nie o to w ogóle tutaj chodzi. Facetowi powiedziano, że pieniędzy nie dostanie i jak nie chce, to kij mu w nos, może nie przyjeżdżać, pojedzie Bałabuch. Pytanie: czy ktokolwiek mający do siebie choć odrobinę szacunku, po takim postawieniu sprawy - a być może ostrzejszym - nie poczułby się kopnięty w cztery litery?
W moim pojęciu, jednyną, acz wcale nie małą przewiną Śledzia było fatalne przygotowanie sprzętowe do sezonu 2004, a ściślej jego brak, pomimo otrzymania na ten cel pieniędzy z klubu. Ale nie warte to było afery, jaka powstała i stworzenia barier, które dziś, niestety, wydają się niestety nie do pokonania.