Grób Dadiego - akcja kibiców na rzecz pomnika nagrobnego

żużel w Lublinie
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#101 Postautor: Ja-Jacek » 20 sierpnia 2005, o 05:56

Niejako w podziękowaniu za aktywność kibiców lubelskich (i nie tylko) - przeklejam na Wasze forum fragmenty artykułów, które onegdaj ukazały się w prasie, a obecnie można je znaleźć na forum grudziądzkim, tylko "kopać" trzeba dosyć głęboko...
Myślę, że teraz po odpadnięciu Lublina i Grudziadza z fazy play-off chętni znajdą chwilę czasu na wspomnienia i refleksje...
Jednocześnie apeluję o dalsze wpłaty na konto... i pozdrawiam



1. Na portalu http://www.nowosci.com.pl ukazal sie dosc dlugi, ale chyba najciekawszy z dotad ukazujacych sie artykulow o Dadim.
Zapraszam do lektury, bo warto...


Dziennik "Nowosci" napisał:

Pierwszy tor, po którym jeździł "u siebie", zbudował sam - za stodołą w rodzinnych Piotrowicach Wielkich niedaleko Lublina. Miał już wprawdzie wtedy motocykl do ścigania się na żużlu, jednak prawie w niczym nie przypominał on profesjonalnej maszyny. A jednak jako siedemnastoletni młodzieżowiec jeżdżący w barwach Motoru Lublin, Robert Dados zabłysnął. Prezesi kilku klubów zaczęli kusić go dużymi pieniędzmi, samochodami, panienkami. Tak zaczęło się jego jeżdżenie w kółko. Dziesięć lat od zbudowania toru żużlowego za stodołą, wrócił do Lublina. Tam koło się zamknęło.

Urodził się w 1977 roku. W szkole, z książkami, nigdy nie czuł się najlepiej. Wolał pogadać tu, spotkać się z kumplem tam, a najbardziej lubił jeździć na motorze. Kiedy trafił do szkółki żużlowej przy Motorze Lublin zrozumiał, że przyszłość zwiąże z czarnym sportem. Nie chciał mieszkać w zapyziałych Piotrowicach Wielkich oddalonych o trzy kilometry od sklepu i pięć od stacji benzynowej.
- To nie ja go odkryłem, choć wielu przypisuje mi tę zasługę - uśmiecha się Roman Banaś, były prezes GKM Grudziądz, który sprowadził Roberta Dadosa na Pomorze. - Ale to mi udało się go namówić do jeżdżenia u nas, choć zależało na nim klubowi z Wrocławia, który był wówczas potentatem.

Synku, masz tu jak w niebie

Działacze z wielkiego Wrocławia nie mieli podejścia do zawodników. Kiedy do Lublina przyjechał Andrzej Rusko, prezes Atlasu Wrocław i jedna z najważniejszych postaci w polskim speedwayu, z Robertem Dadosem nawet nie porozmawiał. Przywiózł za to torbę pełną pieniędzy i papier z kontraktem. Kupowany przez niego Dados był tylko nazwiskiem.
- Ja negocjacje zacząłem od zawodników - dodaje Roman Banaś. - Zależało mi nie tylko na Dadosie, ale także na Pawle Staszku. Dlatego najpierw przekonałem ich, że w Grudziądzu będą mieli mocną pozycję w drużynie i przede wszystkim będą jeździć. Wrocław wcale im tego nie gwarantował, chociaż kusili o wiele większymi pieniędzmi.
Robert Dados w Grudziądzu na początek dostał mieszkanie i gotówkę, za którą kupił sobie samochód. Kiedy w odwiedziny przyjechali do niego rodzice, matka powiedziała "synu, masz tu jak w niebie". Ale Robert najbardziej cieszył się z dwóch motocykli, które przekazał mu klub. W 1995 r. po raz pierwszy wystąpił na grudziądzkim torze. Bardzo szybko został krajowym liderem zespołu. Jego wzorem do naśladowania był Amerykanin Billy Hamill, były świata jeżdżący w GKM Grudziądz. Sylwetkę na torze miał podobną do Hamilla, podczas zrywu nawet w ten sam sposób unosił lewą nogę i przed startem tak jak "czołgał się" przed taśmą.
- Robert w Grudziądzu czuł się dobrze dlatego, że pod swoją opiekę wzięli go naprawdę wspaniali ludzie, którym nie zależało na zarobieniu na nim pieniędzy - mówi Przemysław Sierakowski, były działacz GKM. - Zamieszkał u Mariusza Marciniaka, który był jego sponsorem i w pewnym sensie menadżerem. Robert bardzo mu ufał. Zresztą nie tylko jemu. Ojciec Mariusza, Wojciech, też miał na niego duży wpływ. I dopóki ich słuchał, nie wiodło mu się źle.

Legenda w Dados Team

To dzięki osobistym kontaktom Wojciecha Marciniaka, Robert Dados nawiązał współpracę z Egonem Millerem, legendarnym mistrzem świata na żużlu, który przygotowywał Polakowi silniki. Kiedy legenda żużla pojawiła się w kombinezonie "Dados Team" podczas Indywidualnych Mistrzostw Świata w Pile w 1998 roku, wielu przecierało oczy ze zdumienia.
- Przed tym występem żartował, że nie może zająć miejsca gorszego niż trzynaste - twierdzi jeden z kolegów Roberta Dadosa, który chce pozostać anonimowy. - Rok wcześniej trzynaste miejsce zajął Paweł Staszek, z którym jeździł w Lublinie. I chociaż chłopaki bardzo się lubili, to jednak zawsze była między nimi cicha rywalizacja.
Egon Miller na mistrzostwa przygotował dwa idealnie pracujące silniki. Kiedy Robert Dados wyjechał na oficjalny trening zrozumiał, że stanął przed wielką szansą. W pierwszym biegu zajął drugie miejsce - szczęśliwie, bo jeden z zawodników jadący przed nim, zdefektował. W kolejnych startach nie miał już sobie równych.
- Po tym sukcesie stał się bożyszczem Grudziądza - mówi Przemysław Sierakowski. - Dostał nawet od władz miasta mieszkanie na własność. Wkrótce nadeszły wybory samorządowe i wszyscy kandydaci chcieli mieć na plakatach swoje zdjęcia z Dadosem. Ulice wyglądały tak, jakby to Dados kandydował na prezydenta Grudziądza.

Pięścią w stół

Korzystał z życia. Co pewien czas po Grudziądzu rozchodziła się plotka, że Dados z Hamillem po kolejnym wygranym meczu pijani przeskakiwali w knajpach przez stoły. Raz nawet pobił niemieckiego turystę, który w zamian za nieskładanie skargi na policji, zażądał pieniędzy. Dostał parę tysięcy i wrócił do Niemiec.
- Panienki się do niego garnęły - uśmiecha się grudziądzki żużlowiec. - Nie trzeba ich było namawiać, same rozkładały nogi. Która nie chciałaby się przespać z mistrzem świata? W Grudziądzu mistrzów nie ma zbyt wielu...
W klubie też miał mocną pozycję. Działacze pamiętają, że potrafił dwa dni przed meczem przyjść do siedziby klubu, walnąć pięścią w stół i zagrozić: zaległa kasa za dwie godziny na stole albo w niedzielę nie jeżdżę.
- Innym zawodnikom kibice by tego nie wybaczyli - kiwa głową Przemysław Sierakowski. - Jemu tak.

Wypadek i upadek

Sezon 2000 roku miał być przełomowy w karierze Roberta Dadosa. I był. GKM walczył o powrót do ekstraklasy. Drużyna z Dadosem i Hamillem na czele zwyciężała w kolejnych meczach pierwszej ligi. 3 maja miało odbyć się ważne spotkanie z drużyną z Gniezna. W przeddzień Robert Dados otarł się o śmierć. Kiedy jechał na stadion motocyklem suzuki, drogę zajechał mu polonez. Zderzenie wyglądało makabrycznie, a ciało Dadosa - jeszcze gorzej. Uszkodzenie głowy, rozległe obrażenia wewnętrzne. Diagnoza: być może do końca życia będzie jak roślina. Skończyło się na kilku wielogodzinnych operacjach i ujęciu prawie całego płuca. Wychodząc ze szpitala ważył niecałe 50 kilogramów.
- Stawaliśmy na głowie, żeby załatwić mu jak najlepszą rehabilitację - dodaje Przemysław Sierakowski. - Kiedy leżał w szpitalu w Bydgoszczy, jego żona mogła za darmo nocować w hotelu bydgoskiej Polonii. My wpłacaliśmy mu pieniądze na konto, choć w innych klubach nikt nie martwi się o zawodnika, który nie jeździ. Błyskawicznie wracał do zdrowia. Niecałe cztery miesiące później poprosił mnie, żebym zorganizował mu cichy trening. Przed południem, żeby kibice nie przyszli na tor.
Kilka tygodni później, osłabiony i daleki od formy, Dados pojechał na wyjazdowy mecz do Ostrowa Wielkopolskiego. Nikt go się tam nie spodziewał. W pierwszych dwóch startach pojechał słabo. Ale w wyścigu trzynastym zwyciężył i otworzył swojej drużynie szansę do wygrania spotkania i awansu do rundy play off.
GKM nie awansował jednak do ekstraklasy. Klub popadł w ogromne długi. Jedynym ratunkiem była sprzedaż Roberta Dadosa. Znów upomniał się o niego Andrzej Rusko z Wrocławia. Choć jeszcze kilka dni przed podpisaniem kontraktu mówił na łamach prasy, że "żaden trener przy zdrowych zmysłach nie zatrudni żużlowca z jednym płucem". A jednak Robert Dados miał jeździć w składzie Atlasu Wrocław. Z grudziądzkim klubem rozstawał się w nieprzyjemnej atmosferze. Chciał dla siebie prawie całego budżetu klubowego.

Skandalista, złodziej, narkoman...

- Po czasie wiemy, że odejście do Wrocławia było największym błędem, jaki Robert mógł popełnić - stwierdza Wojciech Marciniak, który mówi, że był dla żużlowca jak ojciec. - Pierwszy sezon we Wrocławiu Robert miał słaby. W drugim było już lepiej, ale to wciąż nie było to. Kiedy mieszkał w Grudziądzu, był blisko ludzi, którzy potrafili się o niego zatroszczyć. Przecież to była rogata dusza i do tego prosty chłopak. To ja uczyłem go, żeby nie robił rzeczy, który robić po prostu nie wypada.
We Wrocławiu starych przyjaciół zastąpili nowi kumple. Impreza tu, impreza tam, panienki, narkotyki... Wokół byłego a świata juniorów robiła się gęsta atmosfera. Media donosiły o jego wybrykach. Najgłośniejszym echem odbiła się kradzież paliwa na jednej ze stacji benzynowych pod Zieloną Górą. Żużlowiec w środku nocy zatankował benzyny za około trzydzieści złotych i odjechał nie płacąc. Ujęła go policja.
- Przyznał mi się, że był wtedy pod wpływem narkotyków - zwiesza głowę Wojciech Marciniak. - Serce się krajało, ale co miałem zrobić, żeby go ratować? Musiałbym zostawić swoją rodzinę i wyprowadzić się do Wrocławia. Został tam zupełnie sam i nie umiał sobie z tym poradzić.
Później dostał szansę występu w Grand Prix w Kopenhadze. Polscy dziennikarze najedli się przez niego wstydu. Zachowywał się, jakby był pod wpływem narkotyków. Nocą chodził w przeciwsłonecznych okularach, na treningu, kiedy inni żużlowcy dokładnie badali tor, Dados ćwiczył jazdę na jednym kole. Potem zasnął na kanapie przy recepcji hotelu.

Do trzech razy...

Innym razem przed meczem ligi szwedzkiej nie stawił się w parkingu swojej drużyny. Zniknął na dwa dni. O zaginięciu powiadomiona została policja. Żużlowiec po dwóch dniach jednak się pojawił jakby nigdy nic. Tłumaczył, że spacerował po okolicy, bo musiał przemyśleć swoje życie.
Media donosiły też o jego kolejnych próbach samobójczych. Pierwszą - przez podcięcie żył - władze Atlasu Wrocław próbowały zatuszować. W oficjalnym komunikacie napisano, że Dados niefortunnie skaleczył się podczas zmywania naczyń. Drugiej próby, kiedy zamierzał się powiesić, ukryć się nie dało. Prezes Atlasu Wrocław na łamach ogólnopolskich gazet przekonywał, że klub zrobił wszystko, aby pomóc żużlowcowi. Wykupiono nawet dla niego indywidualne seanse u psychoterapeuty. Jednak wbrew temu co mówi Andrzej Rusko, Atlas Wrocław aż tak bardzo o dobre samopoczucie zawodnika nie dbał. W zamian za pomoc psychologa, na Dadosa klub nałożył kary pieniężne. Z jego zarobków ubyło 45 tysięcy złotych.
Andrzej Rusko, jako jedyny uprawniony do rozmowy z dziennikarzami w Atlasie Wrocław, nie chciał z nami rozmawiać na temat Roberta Dadosa.

Wyrzucony z parkingu

- Ostatni raz rozmawiałem z nim po męsku jesienią - dodaje Wojciech Marciniak. - Starałem się mu wytłumaczyć, że nie jest na świecie sam. Że ma żonę i dziecko, za których musi się czuć odpowiedzialny. Sądziłem, że to do niego trafiło. Myliłem się. Pytałem go też o Wrocław. Powtarzał, że czuje się tam bardzo źle. Tam liczył się tylko wynik, klub traktował zawodników jak niewolników. Gdyby tylko mógł, to wróciłby do Grudziądza.
Nowe władze klubu w Grudziądzu Robertem Dadosem nie były jednak zainteresowane. Kiedy przyjechał w ubiegłym roku do Grudziądza i zaparkował samochód na klubowym parkingu, jeden z działaczy zadzwonił po policję i zażądał usunięcia auta Dadosa. Żużlowiec chciał bowiem umyć sobie auto wodą, za którą płacił klub. Na to działacze byłemu mistrzowi świata juniorów zgody dać nie chcieli.
- Największe sukcesy Robert Dados święcił będąc zawodnikiem naszej drużyny - przyznaje Zbigniew Fijałkowski, prezes GTŻ Grudziądz. - Na jego karierze na pewno zaważył nieszczęśliwy wypadek, który przytrafił mu się na ulicach naszego miasta. Jeśli zaś chodzi o sytuację z myciem samochodu na naszym parkingu, to nie chcę się na ten temat wypowiadać. O zmarłych po prostu źle się nie mówi.
Nowy sezon Robert Dados miał rozpocząć w Motorze Lublin, do którego został wypożyczony z Atlasu Wrocław. 23 marca 2004 roku podjął trzecią próbę samobójczą. Nie tłumaczył nikomu swojej decyzji, nie zostawił listu.
Lekarze podjęli walkę o jego życie. Bezskutecznie. Żużlowiec zmarł 30 marca.

Radosław Rzeszotek

Można polemizować z wieloma osądami w tym artykule, ale to już historia... i tylko ON wie, jak było naprawdę...


2. Za nieistniejącym już miesięcznikiem "Żużlowiec"... moje wspomnienie o Ś.P. Robercie... pisane w miarę wolnego czasu... czyli raczej w odcinkach...

TO COÅš DLA NIEGO...
Pasję do czarnego sportu zaszczepił mu ojciec, który co prawda sam nigdy na żużlu nie jeździł, ale był jego wielkim sympatykiem. Robert miał 12 lat, gdy po raz pierwszy zobaczył zawody na lubelskim torze... prawdopodobnie mecz Motoru z Morawskim Z.G.... i już wtedy wiedział, że to coś dla niego... wkrótce 15-letni chłopak trafił do szkółki żużlowej lubelskiego Motoru.
Urodził się 15.02.1977, mieszkał i dorastał kilkanaście km od Lublina w Piotrowicach Wielkich. Jak sam twierdził miał szczęście że trafił pod opiekuńcze skrzydła byłego zawodnika, później trenera Motoru - Witolda Zwierzchowskiego. Do egzaminu licencyjnego odbywającego się w Grudziądzu doprowadził go właśnie pan Witold. Jak się jednak okazało, nie zaliczył licencji za pierwszym podejściem...bo dzień przed podczas treningu zaliczył upadek, noga spuchła i z egzaminu wyszły nici... "Pasowanie" na żużlowca odbyło się około 3 miesięcy później na torze w Machowej, gdzie z 14 adeptów pomyślnie egzamin przebrnęło tylko 3 - w tym Robert.

PIERWSZY BIEG, PUNKT, ZWYCIĘSTWO...
O miejsce w ligowej ósemce Motoru AD 1993 nie było łatwo. W meczach ligi stałe miejsce mieli D. Stenka, M. Kępa, J. Mordel, jako juniorzy na przemian pojawiali się Robert Szewczyk, Paweł Staszek, Robert Birski, Jarosław Libera.
Na mecz ze Stalą Gorzów 12.09.1993 pod numerem 16 wystawiono Roberta Dadosa. Nie pojechał jednak ani razu, musiał na swój meczowy debiut ciut poczekać... Dwa tygodnie później, na wyjeździe w Rzeszowie pojawił się w 3 biegu jako partner Stenki przeciwko wspaniałym wówczas Krzystyniakowi i Stachyrze... no i w takim gronie nie miał prawa się wychylić poza 4 miejsce . W kolejnym biegu już się udało . Jadąc na ostatnim miejscu za Adorianem, Stenką i Petranowem... ominął upadającego polskiego Bułgara... Jak to potem sam opisywał - był to "chlapany" punkt czyli zdobyty dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności... Aby "ochłonął" po tym sukcesie do boju wysyłano w pozostałych biegach Roberta Szewczyka.
Na swą pierwszą ligową wygraną w biegu poczekać musiał do 9 kolejki w sezonie 1994, gdy 5.06. do Lublina przyjechał zespół Wybrzeża. W 7 biegu tego meczu przyjechał do mety pierwszy przed Jackiem Kalinowskim, Tomaszem Słowińskim i Markiem Derą...

MŁODZIEŻOWE POCZĄTKI
W roku 1995 pojechał w 17 ligowych meczach Motoru, który wciąż startował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Lubelskie "Koziołki" spisywały się jednak coraz słabiej. Kibice nie mogli mieć o to pretensji do 18-letniego juniora... Robert wygrał aż 18 razy wyścigi w ligowych pojedynkach. Zgromadził z bonusami 120 punktów i ze swą średnią biegową był trzecim zawodnikiem w Motorze po Leigh Adamsie i Marku Kępie. Indywidualnie najlepiej wypadł w finale BK na własnym torze... Pechowo zaczął od upadku, potem przegrał tylko z R. Trojanowskim, resztę wygrał i gromadząc 11 punktów stanął do barażu o 2 lokatę (wygrał z kompletem Dobrucki) i... pechowo zakończył, bo dopadł go defekt...
Był także finalistą MMPPK, MIMP, Srebrnego Kasu (jako rezerwowy).

KIERUNEK GRUDZIĄDZ
Rozegrany 19.09.1995r. mecz z Polonia Bydgoszcz był dla Roberta ostatnim w barwach Motoru. Na pożegnanie ze swymi kibicami zdobył wtedy 12 punktów, 2 x więcej niż kolejny najlepszy zawodnik zespołu... Było to jednoczesnie pożegnanie Motoru z ekstraklasą, drużyna spadła do II ligi.
Już w połowie sezonu "romansował" z włodarzami grudziądzkiego klubu. "Sytuacja była kiepska, o sponsorach w Lublinie mogliśmy tylko pomarzyć. Postanowiłem, że jak spadek stanie sie bardzo realny, a nie będzie widoków na poprawę finansów, zmienię barwy, jeśli znajdzie się klub chętny mnie wykupić" - mówił w jednym z wywiadów.
Pojechał na turniej zorganizowany z okazji awansu GKM do ekstraklasy... Było powszechnie wiadomo, że wraz z Pawłem Staszkiem mieli się "pokazać" publiczności i działaczom. Chetnych na Roberta było wielu więcej - Wrocław, Piła, Bydgoszcz, Częstochowa, Gorzów, Tarnów... Trafił jednak ostatecznie do Grudziądza i był z tego faktu zadowolony. Miał nadzieję właśnie tu rozwijac sie pod względem sportowym. Po czasie zmiane barw tak komentował - "Było to dla mnie ratunkiem, szansą na wyjście z dołka. Trafiłem do klubu, w którym mam to czego chciałem. Motor dostał za nas (ze Staszkiem) dobre pieniądze, więc wszyscy powinni być zadowoleni..."

RÓŻNIE BYWAŁO
Zmiana barw klubowycch zbiegła sie z przesiadką z GM-a na Jawę.Trochę się tej zmiany obawiał, słyszał też rózne opinie na temat geometrii i przygotowania grudziądzkiego toru...
Na pierwszy mecz do Polonii Bydgoszcz nie pojechał. Później wyszło szydło z worka... młodzieńczy wybryk, brak wyobraźni... "Byłem na imieninowej imprezie u kolegi, gdzie wypiłem może dwa piwa. W drodze powrotnej trafiłem na patrol policji... i stało się...-wyznał szczerze. Wkrótce zadebiutował jednak w barwach GKM przeplatając słabsze występy lepszymi. Po początkowych problemach ze sprzetem zaczął osiągać coraz lepsze wyniki i w połowie lipca 1996... złamał obojczyk. Tymczasem bez niego GKM "dryfował" ku spadkowi. Liczono na szybki powrót na tor i wsparcie w walce o utrzymanie. Wrócił 8 września i w meczu z Polonią Bydgoszcz zdobył 6 pkt. przyczyniając się do wygrania spotkania. Do utrzymania trzeba jeszcze było wygrać ze Stalą Rzeszów na jej torze. Wspierany fachowo przez Egona Mullera wywalczył na torze w Rzeszowie 11 oczek, ale zabrakło punktów kolegów, mecz przegrano i spadek stał się faktem...
Rok 1997 był walką o powrót w szeregi najlepszych zespołów, ale i też o zdobycze indywidualne. Było więc IV miejsce w finale SK (Leszno), drugi finał MIMP z groźnym upadkiem w Częstochowie, starty w obu finałach MP par, pierwszy start w finale Złotego Kasku... Zdobył wreszcie medal Mistrzostw Polski, od razu złoty... Grudziądzka młodzież z Dadosem w jednej z głównych ról wygrała finał na własnym torze. Także drużyna GKM ponownie zawitała w szeregi pierwszej ligi...
U progu sezonu 1998, ostatniego w roli juniora pytano Roberta o cele sportowe - "Chciałbym się pozbyć prześladującego mnie pecha, jeździć w końcu bez kontuzji, liczę na dobrą pracę sprzętu, myślę o finale MŚJuniorów, w moim zasięgu jest medal MIMP, który odbędzie się przeciez na torze GKM"- odpowiadał.

ROK NAJWIĘKSZYCH SUKCESÓW
Piła, 1 sierpnia 1998 roku, pierwszy wyścig finału IMŚJuniorów. Kolejność na mecie: Andreas Jonsson, Robert Dados, Lee Richardson, Krzysztof Słaboń.
W następnych były już tylko trójki za zwycięstwa biegowe... Łącznie 14 punktów i wespół z K. Jabłońskim - konieczność rozegrania biegu barażowego o złoto
Wiadomo juz wtedy było, że nie zdobedzie medalu A. Jonsson, który po upadku w 3 serii wycofał się z turnieju. Nie wytrzymał presji na wynik Rafał Okoniewski, zawodnik miejscowej Polonii... Różnie wiodło się dwójce pozostałych Polaków w finale, Damianowi Balińskiemu i Robertowi Kościesze. Z brązu niespodziewanie cieszył się Słoweniec Matej Ferjan...
Baraż o tytuł IMŚJ:
" W dodatkowym biegu o mistrzostwo świata lepiej wystartował z drugiego toru Robert Dados. Jabłoński robił wszystko co w jego i motoru mocy by wyjść na prowadzenie. Dados jednak nie odpuścił i to on wystartuje w przyszłorocznym cyklu Grand Prix" - pisał pilski korespondent "TŻ"...
Start w GP był wówczas nagrodą dla juniorskiego a. Tymczasem stadion pilski szalał z radości. Na podium dwóch Polaków, na najwyższym jego stopniu Polak w śnieżnobiałym kevlarze...
Gdy opadły emocje nowo kreowany Mistrz Świata powiedział: " Trudno mi uwierzyć w ten sukces. Musze się z tym przespać. Rano wstanę, stanę przed lustrem i powiem - oto stoi swiata juniorów. Po serii podstawowej wiedziałem, że jest już dobrze i srebro mam w kieszeni. Do barażu stanąłem na luzie. Mój triumf to także zasługa sponsorów, trenerów, mechanika, a także Egona Mullera, który przygotował mi silnik. Serdecznie im dziekuję, podobnie jak publiczności za wspaniały doping. Teraz pewnie często bedę startował w roli faworyta. Będzie to utrudnienie. Wolałbym walczyć z innej pozycji."
Jak to jest byc faworytem przekonał sie już 3 tygodnie później, gdy 21 sierpnia w Grudziądzu rozgrywany był finał IMPJuniorów i żaden z kibiców GKM nie wyobrażał sobie Roberta niżej mistrzowskiego stopnia podium.
Wygrał swój pierwszy bieg zdecydowanie. W drugim stoczył porywający bój z Tomaszem Cieslewiczem i z tego biegu również wyszedł zwycięsko. Pierwszej straty doznał w biegu 11. Oto relacja z niego: " Bardzo ładny wyscig. Przede wszystkim doskonała jazda Roberta Dadosa. Grudziądzanin wyraźnie przegrał start, a na wyjściu z 1 łuku zakopał się nawet pod bandą... Moment ten wykorzystali Paweł Nizioł i Mariusz Franków. Daleko do przodu uciekł Krzysztof Pecyna. Ambitny Robert nie dał za wygraną i chwilę później ułańską szarżą na 2 łuku "połknął" jednocześnie zawodników z Gorzowa i Piły... na dobranie się do skóry Pecynie zabrakło już czasu."
Miał tez Robert trochę szczęścia, bo Pecyna zawalił jeden z biegów przyjeżdżając ostatni i z 12 punktami jako lider oczekiwał na ostatni występ Dadosa... Temu zaś do "majstra" brakowało 2 punktów, które zdobył ustępując Kościesze, a pokonując Kłopota i Duszyńskiego. W ten sposób szczęśliwa dla niego 13 (punktów) wystarczyła do złota w mistrzostwach Polski. Robert dzielił radość z grudziądzkimi kibicami i tańczącym "połamańca" na płycie stadionu Egonem Mullerem...
Wystartował później również (w drodze wyróżnienia) w seniorskiej reprezentacji w finale DMŚ w Vojens (IV miejsce), na zakończenie sezonu wywalczył wysokie 5 miejsce w finale Złotego Kasku...
Sukcesy roku 1998 zaowocowały 3 lokatą w plebiscycie na najpopularniejszego żużlowca Polski, tuż za duetem braci Gollobów... Na balu w Lesznie bawił sie do rana wraz z żona Agnieszką, która powiedziała: "zrealizował wszystko co sobie zaplanował... teraz przed nim intensywne przygotowania do nowego sezonu, bo w nim start w cyklu GP, a Robert wie, że tam będzie zdecydowanie trudniej..."

ZBIERANIE DOŚWIADCZEŃ
Grand Prix okazała sie trudną, ale dobrą szkołą. Robert rywalizował ze ścisłą, seniorską czołówką świata...
W Pradze zajął miejsce osiemnaste (startowało 24 jeźdźców), w Linkoeping i Wrocławiu był o oczko wyżej. W Coventry i Bydgoszczy wypadł gorzej, odpowiednio 23 i 22 miejsce...
Najlepszy wynik osiągnął w zamykającym cykl turnieju w Vojens, który ukończył na 16 pozycji. łącznie w gronie grubo ponad trzydziestu (z "dzikusami") zawodników zajął miejsce 21 i musiał się pożegnać z GP.
W 1999 roku po raz pierwszy awansował do finału IMP i na bydgoskim torze zajął 6 lokatę...Dwa lata później na tym samym torze dokładnie powtórzył swój wynik. Sezon zakończył VII miejscem w gronie najlepszych ligowców startujących w finale Złotego Kasku we Wrocławiu.
Grudziądzki zespół po dwóch latach wystepów w ekstraklasie, głównie za sprawą reorganizacji (spadek 3 zespołów), wylądował w II lidze, zwanej do tej pory pierwszą... W drużynie GKM-u wyższą średnią od Roberta Dadosa uzyskał tylko Lee Richardson, który z rąk Roberta przejął w 1999 roku tytuł IMŚJ... Obaj mistrzowie w następnym sezonie zasilili inne polskie kluby - Lee trafił do zielonogórskiego ZKŻ-u, Robert do WTS Wrocław...

TRZECI KLUB W KARIERZE
Wszyscy pamiętamy perypetie Roberta związane z wypadkiem motocyklowym na ulicach Grudziądza. Leczył bardzo poważne urazy m.in. w komorach krioterapeutycznych, przyspieszających gojenie ran. Pomoc w leczeniu uzyskał od własnego klubu, sponsorów, kibiców... Koledzy z toru rozegrali też specjalny mecz "Dla Roberta", w którym rywalizowali byli i współcześni Mistrzowi zawodnicy grudziądzkiego klubu... Dzięki tej pomocy i niezwykłej chęci powrotu na tor - po dwóch miesiącach od straszliwego wypadku powrócił na tor i w meczu ze Startem Gniezno wspomógł swymi punktami zwycięski GKM... I tak czynił do końca tego sezonu...
Do startu w barwach WTS-u był gotów w połowie czerwca 2001 roku. Zadebiutował na torze Pergo Gorzów, zdobył 9 punktów z bonusem. Prezentował się z dobrej strony, a mimo tego nie wystawiano go we wszystkich meczach, konkurencja do składu była duża... Mimo tego znacząco przyczynił się do zdobycia przez WTS tytułu drużynowego vicemistrza Polski/2001.
Rok 2002 to pozycja krajowego lidera wrocławskiej drużyny i prawie zawsze kilkunastopunktowy dorobek meczowy...

RAZ LEPIEJ RAZ GORZEJ
W sezonie tym (2002) zanotował kilka bardzo dobrych występów w lidze. Komplet pięciu trójek w meczu z Włókniarzem, 14 z bonusem na wyjeździe w Gorzowie, komplet z Wybrzeżem, 11 w Gdańsku, komplet z bonusem przeciw Stali Gorzów, 12 z bonusami w Częstochowie. Przeplatał je słabszymi... Najgorzej wypadł w przegranym meczu rundy finałowej w Bydgoszczy (d,1,1+,0,d). Kilkukrotnie notował 4-5 punktowe występy. Wespół z Hancockiem, Nichollsem, Krzyżaniakiem, Słaboniem i Jędrzejakiem wywalczył w sumie brąz DMP.
Indywidualnie z 6 pkt. był 11 w finale ZK, w krajowych eliminacjach do IMŚ z 11 pkt. zajął 3 miejsce za Protasiewiczem i Bajerskim, poległ zaś z kretesem w finale IMP w Toruniu zajmując ostatnie miejsce (w,d,w,w)... Na arenie międzynarodowej stanął na 3 stopniu podium rundy kwalifikacyjnej IMŚ w Lonigo (12+3), zaś w wielkim finale tych eliminacji w Pile wystartował tylko w 3 biegach (1,2,1) i zajął miejsce 11.

Rok 2003 był zdecydowanie słabszy dla Dadosa... Wystąpił tylko w 11 meczach swego klubu i zanotował najniższą średnią biegową w "dorosłej" karierze (1,098). Teraz po latach wiemy, co kryło się za tą obniżką formy sportowej
Dostał swą szansę w cyklu GP. Na turniej w Kopenchadze powołano go z tzw. :dziką kartą". Nie odegrał w nim wielkiej roli. Na tym nieznanym sobie wczesniej obiekcie uzyskał 3 punkty i zajął 21 miejsce...

W rok 2004 wkraczał z nowymi nadziejami... przygotowywał się do niego sumiennie...dopinano na ostatni guzik sprawę jego przejścia do rodzinnego Lublina, gdzie jako krajowy lider "Koziołków" miał poprowadzić zespół do walki o ekstraligę...

Nie poprowadził...


Mam nadzieję, że wytrwali doczytali do końca - a zwłaszcza dla młodszych sympatyków speedwaya - te texty będą przybliżeniem sylwetki MISTRZA, dla którego prowadzimy obecnie akcję zbierania funduszy na płytę nagrobną.

Raz jeszcze dla chętnych podaję nr NASZEGO konta:


Jacek Cholewiński
Bank PEKAO SA I O/Skwierzyna
51 1240 3594 1111 0010 0704 9849
z dopiskiem "dla Roberta - nagrobek"
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#102 Postautor: Ja-Jacek » 29 sierpnia 2005, o 22:01

Dla "odświerzenia" akcji w pamięci kibiców - podaję stan konta na dzień 29.08.2005

"Dla Roberta - nagrobek" - 3.420zł (trzytysiąceczterystadwadzieścia)

Pozdrowienia z Ziemi Lubuskiej, gdzie mieszkam i Grudziądza, któremu kibicuję :!:

PS. Akcję zbiórki chcemy pociągnąć do końca września, październik na wykonawstwo - a 1 listopada będziecie mogli JEMU zapalić TAM świeczkę...

Może ktoś jeszcze grosza dorzuci???
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#103 Postautor: Ja-Jacek » 1 września 2005, o 20:27

Kibice speedwaya w Lublinie: są WIELCY i gorącego serca pośród Was - dziś na NASZE (Roberta) konto wpłynęło łącznie 130 zł od "lubelaków" :!:

Dziękuję Mileno i Michale...

Aktualizacja darczyńców i stanu konta jak zwykle na http://www.gtz.grudziadz.net
Nasz kolega z PŻ dał również powtórnie głos na stronie - oto link:
http://www.przegladzuzlowy.pl/news_inde ... 1089883849
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#104 Postautor: Ja-Jacek » 2 września 2005, o 21:33

Dziś dziękuję Aleksandrowi i Markowi...

Aktualizacja jak codzień na http://www.gtz.grudziadz.net

Pozdrawiam - LUBLIN ma gorÄ…ce serca :!:
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
papi
Trener
Posty: 5789
Rejestracja: 10 marca 2005, o 08:39
Lokalizacja: Lublin

#105 Postautor: papi » 6 września 2005, o 19:04

Ja-Jacek pisze:PS. Akcję zbiórki chcemy pociągnąć do końca września, październik na wykonawstwo - a 1 listopada będziecie mogli JEMU zapalić TAM świeczkę...

w ostatnim numerze Lubelskiego Sport Expressu jest wywiad z dyrektorem Kolodziejem na temat mem. Dadosa. Prawdopodobnie odbędzie się 2 października. Z tego co mówi Kolodziej start w zawodach obiecał P. Staszek :P Gdyby zawody doszły do skutku jestem pewny, że z Grudziądza troche osób by przyjechało :wink:
Jeśli faktycznie zostałyby one rozegrane na początku października to możnaby własnie w Lublinie zakończyć akcje. A może warto zaproponować klubowi, by jakaś część wpływów z biletów została przeznaczona na nagrobek Dadiego :roll:

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#106 Postautor: Ja-Jacek » 12 września 2005, o 19:22

Jeśli inicjatywa Memoriału Roberta wypali - jestem jak najbardziej ZA :!:
Możemy oficjalnie zakończyć zbiórkę pieniędzy na tej imprezie...
Reszta - myślę - w Waszych rękach - czy dogada się ktoś z Was z dyrektorem w kwestii wsparcia akcji z wpływów za bilety, czy może jeszcze jakaś kwesta "do czapki" :?: ... każdy pomysł dobry, który wzmocni nasze działania finansowo...

My ze swej strony mamy już zapewnienie (zainteresowanie) firmy pozostającej w ścisłym kręgu sponsorów żużlowych - że podejmą się fachowego wykonawstwa nagrobka i wesprą nas również w jakiś sposób finansowo...

Zatem wszystko idzie powoli - acz w dobrą stronę - tak aby Robertowi dać to co Mu się od dawna należy...

Pozdrawiam i zapraszam na http://www.gtz.grudziadz.net (do przeglÄ…dania aktualizacji konta i nie tylko)
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Smirnek
Senior
Posty: 565
Rejestracja: 7 października 2004, o 20:49
Lokalizacja: Czechów!
Kontakt:

#107 Postautor: Smirnek » 12 września 2005, o 20:10

Bimmer pisze:
papi pisze:A może warto zaproponować klubowi, by jakaś część wpływów z biletów została przeznaczona na nagrobek Dadiego :roll:

Klub jest pod kreską. Lada dzień mogą wpłynąć do sądu pozwy od wierzycieli. Wątpię, by w takiej sytuacji mógł przekazać cokolwiek na ten cel. Ale to tylko moje zdanie.

O nie :!: Aż tak źle :?: Może jeszcze powiesz że żużla nie będzie w następnym sezonie :lol: :(

meesha
Trener
Posty: 7687
Wiek: 45
Rejestracja: 30 marca 2004, o 23:44
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

#108 Postautor: meesha » 13 września 2005, o 12:13

Ja-Jacek pisze:Zatem wszystko idzie powoli - acz w dobrÄ… stronÄ™
Krótkie i konkretne pytanko - ile nam jeszcze brakuje :?:
I w związku z tym czy wyrobimy się do końca października z finalizacją akcji :?:
T. Lorek: Gdyby ktoś obudził cię w środku nocy i zapytał: z czym kojarzy ci się Polska, to co byś odpowiedział?

H. Nielsen: Nie zdążyłbym przetrzeć oczu, a już mówiłbym o pierwszym występie w meczu ligowym w barwach Motoru Lublin. 1990 rok...

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#109 Postautor: Ja-Jacek » 15 września 2005, o 15:38

Zbierać można bez końca...

A tak na poważnie - mamy 3.727zł i zainteresowanie firmy z Łodzi, która chciałaby partycypować w kosztach i wykonawstwie. Ile ich zdaniem mogą dorzucić - jeszcze nie wiem.
Po finałowym meczu ekstraligi Polonia Bydgoszcz-Unia Tarnów wybieram się z kolegą (nick Walk) do Łodzi na negocjacje... wtedy będę mądrzejszy.
Planowałem z Łodzi przyjechać do Was na ten anonsowany pare postów wczesniej Memoriał 2.10. - ale nie ma jak dotąd oficjałki, że się odbędzie... (przy okazji spotkanie z rodzicami Roberta w sprawie akceptacji projektu nagrobka)

PS. Zrobię wszystko, aby na koniec października nowy nagrobek był na swoim miejscu... jak trzeba sam pokryję resztę kosztów... na wpłaty już raczej nie liczę... od kilku dni nic się nie zmienia...

Pzdr
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#111 Postautor: Ja-Jacek » 22 września 2005, o 06:57

Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#112 Postautor: Ja-Jacek » 26 września 2005, o 19:53

Stan konta akcji na chwilę obecną wynosi 4.077zł.

Coraz konkretniejsze są ustalenia z wykonawcą całego nagrobka (nadal opcja łódzka)... podobno, jak twierdzi mama Roberta Dadosa (rozmawiałem z nią w sobotę) jacyś ludzie z Łodzi brali już "wymiary" na cmentarzu w Garbowie...

Zostało już tylko kilka dni na wpłaty dla ewentualnych spóźnialskich :wink:

Zapraszam i pozdrawiam

PS. Dzieki tej akcji mam już u was... 100 postów :D
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
boxing
Kadrowicz
Posty: 1975
Rejestracja: 9 sierpnia 2004, o 22:15
Lokalizacja: Lublin

#113 Postautor: boxing » 27 września 2005, o 00:39

Moze nie kilka, a kilkanascie? Moze warto jeszcze cos "dozbierac" na memoriale Roberta (obecny prawdopodobny termin to polowa pazdziernika), moze ktos kto nie ma forum wrzuci cos jeszcze do puszki na stadionie. Po memoriale podliczyc wplywy, z pomnikiem z pewnoscia sie zdazy na Wszystkich Swietych.
Mini-zuzel w Lublinie i mamy co roku swojego Hliba a moze nawet Jonssona!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#114 Postautor: Ja-Jacek » 27 września 2005, o 07:07

Napisałem, że dni zostało kilka - bo za kilka dni jadę do wykonawcy do Łodzi (z gotówką) i będę dokonywał wpłaty za robotę...

Myślę, że konta jednak zamykać nie będę, wszystko co wpłynie ewentualnie "po terminie zasadniczym" przeznaczymy na kwiaty, wiązanki i świece podczas zbliżającego się Wszystkich Świetych...

Tak więc, kto chciałby mieć "trwały" wkład, a nie "kwiatowo-świecowy" powinien się pospieszyć...

Pozdrawiam

[ Dodano: Sob 01 Paź, 2005 ]
Na 99% nowy nagrobek ś.p. Roberta Dadosa będzie stał na cmentarzu w Garbowie przed Wszystkich Świętych:!:

Również na 99% organizatorzy zbiórki - czyli my - przyjeżdżamy do Was - na Memoriał 16.10. :D

Pozdrawiam i liczę na jeszcze jakieś wpłaty... konto nadal żyje...






[ Dodano: Pon 03 Paź, 2005 ]
Jestem w szoku... prawie powypadkowym... :shock:



Organizatorzy akcji zbierania pieniędzy na płytę nagrobną dla ś.p. Roberta DADOSA proszą o zaprzestanie wpłacania pieniędzy na konto specjalne...

Cel zostaÅ‚ osiÄ…gniÄ™ty – Robert Dados ma już od kilku dni nowy nagrobek. Jak do tego doszÅ‚o pomimo tego, że na koncie akcji nadal pozostaje nieco ponad 4 tysiÄ…ce zÅ‚otych? NowÄ… pÅ‚ytÄ™ nagrobnÄ… ufundowaÅ‚a wdowa po żużlowcu – Agnieszka, nota bene w caÅ‚kowitej tajemnicy zarówno przed rodzicami Roberta jak i organizatorami naszej akcji!!!
Tym samym zostaliÅ›my postawieni przed faktem dokonanym... jak również przed kwestiÄ… – jak spożytkować zgromadzone fundusze?
Łódzka firma „H. Skrzydlewska”, która podjęła siÄ™ dołączyć do akcji poprzez jej dofinansowanie, wykonanie i montaż nagrobka zgodziÅ‚a siÄ™ zwrócić nam pieniÄ…dze i unieważnić umowÄ™ „o dzieÅ‚o” podpisanÄ… z nami 30 wrzeÅ›nia... W tym miejscu serdecznie dziÄ™kujemy za pomoc i przepraszamy za to caÅ‚e zamieszanie!

Ofiarodawców było kilkudziesięciu, wpłacali kwoty w granicach od 1 do 500zł, nie wszyscy ujawnili swoje pełne dane pragnąc pozostać anonimowymi...
UstaliliÅ›my, że fundacja „Pomocna dÅ‚oÅ„”, dziaÅ‚ajÄ…ca do niedawna na rzecz żużlowców poszkodowanych w wypadkach na torze - zawiesiÅ‚a z braku Å›rodków swojÄ… dziaÅ‚alność.
Pomysłem organizatorów akcji jest na tą chwilę równomierne przekazanie zgromadzonych pieniędzy na konta Andrzeja SZYMAŃSKIEGO i Krzysztofa CEGIELSKIEGO walczących o powrót do sprawności po ciężkich kontuzjach.
W związku z powyższym prosimy o ewentualną aprobatę lub veto wszystkich dotychczasowych ofiarodawców. Dajemy sobie wspólnie czas do 20 października.
Uwagi prosimy kierować pod adres e-mail: mailto:jacekgkm@vp.pl
Po wyżej podanym terminie podejmiemy ostateczną decyzje i przelejemy pieniądze na rzecz potrzebujących pomocy.
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Shack
Administrator
Posty: 1828
Rejestracja: 10 sierpnia 2002, o 20:45
Lokalizacja: Lublin

#115 Postautor: Shack » 3 października 2005, o 13:20


wojteko
Senior
Posty: 828
Rejestracja: 11 lutego 2004, o 20:17

#116 Postautor: wojteko » 3 października 2005, o 21:26



No niezla sytuacja powstala :cry: :cry: prawde mowiac nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu :cry: :cry: przykrosc po całości.......................

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#117 Postautor: Ja-Jacek » 3 października 2005, o 22:20

Czyja nadgorliwość, jeśli wolno zapytać? Nasza?
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

meesha
Trener
Posty: 7687
Wiek: 45
Rejestracja: 30 marca 2004, o 23:44
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

#118 Postautor: meesha » 3 października 2005, o 22:30

No i wyszedł niezły klopsik :( :cry: Myślę, że osoby, które wzięły udział w zbiórce w Lublinie powinny się wypowiedzieć czy te "nasze" 402 PLN przeznaczyć na poszkodowanych żużlowców czy jednak dla Roberta - na znicze, kwiaty itp. które w imieniu kibiców możemy zawozić co jakiś czas na garbowski cmentarz. W sumie to ciężki orzech do zgryzienia a sprawa bardzo delikatna... Niech ci co wrzucili swoje pieniądze do puszki piszą co teraz z tymi pieniędzmi zrobić. I zrobimy tak jak będzie chciała większość :idea: Tak chyba będzie najrozsądniej...
T. Lorek: Gdyby ktoś obudził cię w środku nocy i zapytał: z czym kojarzy ci się Polska, to co byś odpowiedział?

H. Nielsen: Nie zdążyłbym przetrzeć oczu, a już mówiłbym o pierwszym występie w meczu ligowym w barwach Motoru Lublin. 1990 rok...

wojteko
Senior
Posty: 828
Rejestracja: 11 lutego 2004, o 20:17

#119 Postautor: wojteko » 4 października 2005, o 10:30

meesha pisze:No i wyszedł niezły klopsik :( :cry: Myślę, że osoby, które wzięły udział w zbiórce w Lublinie powinny się wypowiedzieć czy te "nasze" 402 PLN przeznaczyć na poszkodowanych żużlowców czy jednak dla Roberta - na znicze, kwiaty itp. które w imieniu kibiców możemy zawozić co jakiś czas na garbowski cmentarz. W sumie to ciężki orzech do zgryzienia a sprawa bardzo delikatna... Niech ci co wrzucili swoje pieniądze do puszki piszą co teraz z tymi pieniędzmi zrobić. I zrobimy tak jak będzie chciała większość :idea: Tak chyba będzie najrozsądniej...


Oczywiscie meesha ze masz racje..........zbliza sie Swieto Zmarłych.......trzeba cos zakupic na grób Roberta......znowu bedziemy uszczuplac i tak skromny budzet FK Motor Lublin.....Przy ewent. zakupach zniczy,wieńców,kwiatów i innych.... oczywiscie przedstawimy paragony fiskalne,r-ki czy f-ry.Jestem za rozwiazaniem kolegi meeshy aby przeznaczyc owe 402,- na grob Roberta.pzdr wojteko

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#120 Postautor: Ja-Jacek » 4 października 2005, o 20:58

Jeśli taka będzie większości wola (zwrot 402zł) proszę do 20 października o oficjalne info na mój e-mail podany kilka postów wyżej.
Pozdrawiam
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Koper
Trener
Posty: 5490
Wiek: 45
Rejestracja: 8 października 2004, o 00:48
Lokalizacja: Lublin
Kontakt:

#121 Postautor: Koper » 8 października 2005, o 23:32

Ja-Jacek pisze:Jeśli taka będzie większości wola (zwrot 402zł) proszę do 20 października o oficjalne info na mój e-mail podany kilka postów wyżej.
Pozdrawiam
Poniewaz zbiorke przeprowadzil Fan Club wiec rowniez Fan Club powinien podjac decyzje co z tymi 402 zl i przeslac oficjalne info.

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#122 Postautor: Ja-Jacek » 21 października 2005, o 12:16

Moi drodzy!
20 października minął. Był to czas, jaki daliśmy sobie do przemyślenia jak spożytkować pieniądze zebrane w naszej akcji...

Otrzymałem kilkanaście maili od darczyńców z Lublina, Grudziądza i innych miejscowości popierających pomysł przelania kasy na konta rehabilitujących się zawodników:Krzysia Cegielskiego i Andrzeja Szymańskiego.
Pomocą w dotarciu do obu poszkodowanych sportowców służył mi Arek Rusiecki - rzecznik prasowy TŻ Gniezno.
Dzięki niemu wiemy że:

- e-mail pierwszy: cytujÄ™:
Zgodnie z tym co obiecywałem, rozmawiałem dzisiaj z Krzyśkiem na temat pieniążków. Przedstawiłem wszystko co było mi na ten temat wiadomo i Krzysztof prosił mnie o przekazanie, że chciałby aby całe te pieniążki przekazać komuś kto potrzebuje ich bardziej niż on (gdyż on nie ma aktualnie aż tak pilnych potrzeb), np. Andrzejowi. Czuje się bardzo zobowiązany, ale jednocześnie chce aby służyły one komuś kto ich bardziej potrzebuje.
Co do Andrzeja to kontakt z nim będę miał jutro przed południem, więc dopiero jutro będę mógł z nim o tym porozmawiać.
Pozdrawiam

ARKADIUSZ RUSIECKI
rzecznik TÅ» Start

- e-mail drugi: cytujÄ™:
Witam Jacku!
Trochę to wszystko trwało, ale to li tylko z powodów, który określiłem w naszej rozmowie telefonicznej. Sprawy mają się tak. Rozmawiałem przed chwilą z Andrzejem. Jest ogromnie zaskoczony, wzruszony i ... praktycznie nie wiedział co ma powiedzieć. Szczerze mówiąc przyznał, że spadliście mu jak cud z nieba, bo jest w dużej potrzebie w związku z turnusem rehabilitacyjnym jaki czeka go w najbliższym czasie. Dlatego też bez wahania dał mi namiary na swoje konto i oczywiście po stokroć pytał w jaki sposób może Wam podziękować? To jednak myślę, że załatwicie sobie już po całej tej finansowej operacji.
ReasumujÄ…c, podajÄ™ konto Andrzeja:

BZ WBK S.A.
05109012450000000024036477


To chyba narazie tyle z mojej strony. Gdyby coÅ›... jestem do dyspozycji!
Pozdrawiam

ARKADIUSZ RUSIECKI
rzecznik TÅ» Start
----------------------------------------

Jak widzicie jest możliwość sprawienia radości poszkodowanej osobie, o której z czasem wielu zapomina... a walka o powrót do zdrowia po karambolu trwa...

Dlatego też informuję wszystkich zainteresowanych, że KLAMKA ZAPADŁA...
Pieniądze zebrane w akcji idą na konto Andrzeja SZYMAŃSKIEGO, niechaj mu pomagają w powrocie do sprawności...

Tym samym na konto pójdą również pieniążki kwestowe z Lublina. Nie doczekałem się oficjalnego stanowiska FC w tej kwestii, a jedynie meesha i WojtekO wspomnieli co nieco na Waszym forum... dla mnie to nie miarodajne i wiążące... i prosze mnie zrozumieć i podjętą decyzję wybaczyć...

Również tą drogą info dla Kopra - nasze przemyślenia pisane poprzez PW i maile na dziś są NIEAKTUALNE... ale może w przyszłości, z Twojej (Waszej) inicjatywy, kto wie?

Reasumując - po 4 miesiącach działalności - DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZAANGAŻOWANYM W AKCJĘ - POZDRAWIAM - i... do zobaczenia na stadionach żużlowych!
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Cz@rek
Trener
Posty: 2865
Rejestracja: 16 maja 2004, o 15:17
Lokalizacja: lublin

#123 Postautor: Cz@rek » 21 października 2005, o 20:11

To jaka ostatecznie kwota została przekazana :?:

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#124 Postautor: Ja-Jacek » 22 października 2005, o 12:59

Cztery tysiące polskich złotych... czyli wszystko co zebrano
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!

Awatar użytkownika
Ja-Jacek
Posty: 82
Rejestracja: 4 kwietnia 2004, o 09:45
Lokalizacja: GrudziÄ…dz/Skwierzyna

#125 Postautor: Ja-Jacek » 30 czerwca 2006, o 07:50

Zgodnie z powiedzeniem "Lepiej późno niż wcale" wrzucam dziś skan przelewu (który się trochę zawieruszył), jaki dokonałem po pamiętnej akcji kibiców zbierających kasę na płytę nagrobną nieodżałowanego Roberta Dadosa...
Jak to się zakończyło, kto brał w tym udział pamięta...
Zebrane fundusze poszły na równie szczytny cel - rehabilitację jednego z "riderów", któremu sport zabrał zdrowie.

Obrazek

Pozdrawiam uczestników akcji


_________________
Zawsze wierny chłopakom z Hallera...
Na zawsze z Grudziądzem - na dobre i na złe!