#665 Postautor: kdsz » 9 czerwca 2007, o 09:04
Co za żenada! Eksponaty muzealne w postaci ciągnika, maszyny startowej i zepsutej polewaczki idealnie pasują do symbolu żużlowego dziadostwa, jakim jest Mariusz Franków. Dotychczas patrzyłem z sympatią na nasz zespół, bo mimo przeciwności losu drużyna wychowanków starała się jechać na miarę swoich (mało imponujących) możliwości. Okazuje się jednak, że kierownictwo klubu znalazło skuteczny sposób by mnie, wyjątkowo spokojnego człowieka, sprowadzić do parteru. To już nie jest staczanie się po równi pochyłej, to spadanie w przepaść głową w dół.
Kibicowanie lubelskim żużlowcom nie jest najprzyjemniejszym hobby pod słońcem. Strasznie dużo w ciągu ostatnich dwóch dekad musiałem przełknąć jako fan koziołków. Nie spodziewałem się jednak, że ostatecznie stracę szacunek dla ludzi, którzy ten żużel dla mnie i reszty kibiców "robią".
W. Komarnicki: "Zwykli ludzie łapali mnie za ręce i prosili, aby ratować Stal"