#160 Postautor: rafir » 30 maja 2006, o 00:14
Ja się zastanawiam tylko na taką kwestią - na mecz z ZG tor miał być twardy, a nasi mieli być nastawienieni głównie na dobre starty, gdyż taka była recepta, a przynajmniej jakaś szansa na końcowy sukces - czyli wg koncepcji Harrego. Ok.
Zatem jakim cudem od połowy zawodów cała 5 Myszowatych jak jeden mąż idealnie dopasowała starty w tych warunkach torowych, natomiast cała 5 naszych jak jeden mąż zupełnie pogubiła się z przełożeniami i co gorsza do samego końca nie umiała nic z tym zrobić. Na 30 m dostawaliśmy już nie tylko od Walaska i Okonia, ale nawet od Stacha i Suchego!
Dlaczego ci, którzy w przeddzień intensywnie trenowali i przygotowywali sprzęt głównie pod kątem dobrych wyjść spod taśmy, podczas meczu stali się bezradni jak dzieci we mgle?
Dlaczego grupa wyjadaczy żużlowych torów, ludzi, którzy od ponad 15 lat jeżdżą na przeróżnych nawierzchniach i przy każdej pogodzie, teraz nie umiała poradzić sobie z dostosowaniem sprzętu do zmieniających się warunków torowych, w przeciwieństwie do młodych: Sucheckiego i Lingrena?
Dlaczego znowu są narzekania na sprzęt? Przecież to są zawodowcy, którzy przed sezonem przystali na warunki finansowe proponowane przez klub, co więcej wszyscy podkreślali, że sprzętowo są doskonale przygotowani, a Świst i Rempała, wręcz na poziomie ekstraligowym. Każdy z nich ma własnych sponsorów, każdy współpracuje z wybranym przez siebie tunerem, każdy dba o swoje finanse. W czym jest rzecz?
Jak to jest, że np. taki Suchecki po dwóch biegach umie się odpowiednio dopasować do obcego toru, na którym wcześniej nigdy nie błyszczał, a nasi "miszczowie", mimo wcześniejszego treningu, nie?
Podkreślam, chodzi mi tylko o momenty startowe i dojazd do łuku, bo na był położony nacisk, o ile się nie mylę. I tłumaczenia, że były inne warunki torowe, niż na treningu do mnie nie przemawiają. Opowieści o nietrafionych zębatkach przerabialiśmy wielokrotnie, wręcz do znudzenia, za Frankowa, Piszcza, czy Pietraszki. Dlatego też w tym roku zatrudniliśmy doświadczoną ekipę, aby chociaż w tej kwestii nie było niespodzianek. A tu proszę - powtórka z rozrywki.
Wybaczcie zatem, ale jakoś nie chcę mi się wierzyć, że w meczu z Ostrowem nastąpi cudowna przemiana i nasi nagle dostaną olśnienia i odpowiednio ustawią motocykle. W związku z tym nie można traktować tego meczu, za być albo nie być TŻ w lidze, bo - nie czarujmy się - szanse na zwycięstwo są znikome, jakikolwiek tor byśmy nie zrobili. I sponsorzy muszą to zrozumieć, że dwa pierwsze zespoły są po prostu poza naszym zasięgiem (bo chyba o to Harremu chodzi).
Najważniejsze będą mecze z pozostałymi rywalami spoza pierwszej dwójki i na te spotkania trzeba położyć nacisk. Szansa na pierwszą 4 jest wciąż jak najbardziej realna.