A te są takie, że na oddziałach covidowych umierali ludzie, którzy nie powinni się tam znaleźć, bo ich problemem nie był koronawirus (nie licząc pozytywnego testu), tylko inne schorzenia, tzn. choroby podstawowe (sercowo-naczyniowe, gastrologiczne, diabetologiczne, neurologiczne).
Na jakiej podstawie tak uważasz? Na oddziały covidowe kierowali lekarze, nie politycy, nie filozofowie, nie prawnicy... tylko lekarze, kierując się aktualną wiedzą medyczną. Przecież żeby stwierdzić na jakie oddział powinien pacjent trafić, trzeba wcześniej dokonać oceny medycznej. Dokonywałeś kiedykolwiek? Masz kompetencje i wiedzę do tego?
Dodatkowe łóżka, o których napisałeś nie były dodatkowe, tylko zabrane pacjentom z zawałami, udarami i zapaleniami wyrostka (przykładowo).
Mylisz się. O ile część łóżek covidowych powstała w wyniku przekształcenia istniejących łóżek - o tych nie piszę - o tyle sporo łóżek covidowych powstało w szpitalach tymczasowych i te łóżka nie powstały w wyniku przekształcenia tylko jako dodatkowe łóżka. Ponadto pomijasz fakt, że (przynajmniej od pewnego momentu epidemii) istniały covidowe oddziały specjalistyczne. To znaczy, że jeśli miałeś problemy sercowe do leżałeś na covidowym-kardiologicznym, jeśli byłeś kobietą w ciąży to leżałeś na położniczym-covidowym, a jeśli dzieckiem to była pediatria covidowa. Jednak cała masa to były łóżka czysto covidowe, a wśród nich łóżka respiratorowe, na których sporo ludzi zmarło. Rozumiem, że to osoby "niezdiagnozowane"? :)
Plus wycieczki pacjentów na SOR, bo mam 38 st gorączki i pozytywny test.
Przede wszystkim te "wycieczki na SOR" nijak się mają ani do liczby zgonów ani do liczby hospitalizacji, bo jedynym skutkiem wycieczki na SOR jest co najmniej kilka, a często kilkanaście godzin czekania, aż się ktoś tobą zajmie. Wątpliwa przyjemność.
Poza tym miałeś okazję być na SORze w tym czasie czy bazujesz na własnej fantazji? Ja niestety miałem tą wątpliwą przyjemność przez 7 godzin przyglądać się jak to wygląda. Nie spotkałem nikogo, kto przyszedł z "pozytywnym testem i 38 stopni gorączki". Jeżeli uważasz, że lekarze kładą na oddział osoby z lekkimi objawami to najdelikatniej mówiąc - jesteś w błędzie.
Jeśli uważasz, że karetka przyjedzie do osoby, która powie, że ma 38 stopni i pozytywny test to też jest to daleko posunięta fantazja (życzyłbym sobie żeby system był tak wydolny, a dyspozytor miał taki komfort). Rozmowa z dyspozytorem wygląda mniej więcej tak - "Dusi się pan? Nie. To proszę się zgłosić do POZ.".