Flagg pisze: Gwarantuję, że żadnemu zawodnikowi nie zaoferowaliśmy i nigdy nie zaoferujemy nierynkowej stawki. Nikt mnie do tego nie namówi. Żużlowcy i tak zarabiają więcej niż astronauci, których wynagrodzenia również są odzwierciedleniem wielu czynników, w tym ryzyka, popularności oraz osobistych osiągnięć - mówi WP właściciel Falubazu Stanisław Bieńkowski.
Dlatego tym bardziej denerwują mnie komentarze, że to niby ja psuję rynek. Stelmet Falubaz Zielona Góra jest stabilnym klubem i przyciągamy zawodników innymi rzeczami, niż tylko finansami. Znam wartość pieniędzy, dlatego nie będę ich trwonił w bezsensowny sposób - zapewnia Bieńkowski
No więc, do oferującego absurdalne kontrakty i psującego rynek Motoru, nie chce iść żaden zawodnik z ligowego TOPu. Nie przekonuje ich właściwie nieposzlakowana opinia klubu, fakt, że kto tutaj nie przyjdzie, właściwie idzie w górę, fajni kibice i atmosfera na trybunach.
Wolą iść do Falubazu, który dopiero co wróćił do Elipy, a obecnie pałęta się po dolnych rejonach tabeli, za średnią krajową, wspaniałymi kibicami i Leonem Madsenem w parku maszyn. Co więcej, zawodnicy, którzy już w Motorze są na przecież gwiazdroskich kontraktach, wybierają obniżkę pensji, zeby tylko jeździć w Zielonej.
Wywiad z Bieńkowskim z 9 kwietnia '25:
– A czy ma pan takiego zawodnika, którego chciałby tutaj ściągnąć?
– Oczywiście. Jest takich dwóch.
– Zdradzi pan kogo ma na myśli?
– Oczywiście, że nie. Mowy nie ma.
– Będą jeździć w Falubazie?
– Będą. Może w kolejnym sezonie.
– Uczestniczył pan kiedyś w negocjacjach z zawodnikami?
– Raz uczestniczyłem, jak nastała pandemia i nie poszło to w dobrą stronę. Żądania były dalej takie same, a nie było wiadomo, w którą stronę to wszystko pójdzie. Czy będą ludzie na trybunach, czy nie. Uczestniczyłem, ale w minimalnym stopniu. Odpuściłem sobie.
Teraz po prostu jestem pytany, czy możemy tyle wydać na zawodnika. Odbywa się to sporadycznie i w wyjątkowych sytuacjach.
W obecnym rozdaniu raczej będę już uczestniczył.– Co pan przez to rozumie?
– Chodzi o następny sezon, bo ten właściwie już się zaczyna.
– Baczniej będzie pan obserwował zawodników?
–
Muszę, bo będę musiał wykładać więcej pieniędzy.(...)
– Raczej jest to odbierane jako zapowiedź, że będzie się pan osobiście bardzo angażował w działalność klubu. Ile pieniędzy teraz pan wykłada?
– W tym sezonie wyłożyłem już „dwójkę” i to nie jest koniec. Częściowo też kupuję akcje, za które płacę z prywatnych pieniędzy.
– Kupuje pan akcje od miasta?
– Rozmowy są zakończone. Z tego, co mi wiadomo, idzie już wycena akcji ze strony miasta. Podstawowe warunki dogadaliśmy już w ubiegłym roku.
Nie muszę ich kupić, ale kupię. Pewnie nie poszłyby na wolny rynek, bo nikt ich by nie kupił za takie pieniądze. Kwota jest wysoka.
– Jaka?
– Ponad 3 mln zł.
(...)
– Chciałbym, żeby w tym roku zdobyli medal, choć wiem, że będzie to bardzo trudne. Mamy Lublin, Toruń, Wrocław.
– I Zieloną Górę.
– I Zieloną Górę. I teraz jest pytanie, któremu zawodnikowi i z której drużyny coś się stanie.
– To pesymistycznie podejście.
– Ale to są wypadki losowe.
– Załóżmy, że wszyscy pojadą cało i zdrowo.
– Chciałbym trzecie miejsce.
(...)
– Co by pan zmienił w żużlu?
– Chciałbym, żeby zawodnicy dostawali pieniądze za zdobyte punkty na torze. Niech dostają więcej, ale tylko za punkty.
Zawodowcy nie potrzebują pieniędzy na przygotowanie do sezonu, bo je mają. Zmieniłbym również to sterylne pilnowanie żużlowców przez kierowników startów. W Grand Prix podjeżdżają i po prostu startują. Pozwoliłbym też zawodnikom startować skąd chcą, nawet pół metra przed taśmą. Podobnie jak chore jest karanie kogoś za upadek, gdy trudno znaleźć winnego, a nie jest to na pierwszym łuku. Nie podoba mi się to, że płacimy za bonusy. To są rzeczy, które bym zmienił.
– Wróćmy do pieniędzy. Budżet klubu to 20 mln zł?
– Jakie 20?
– Więcej?
– Więcej.
– Czyli ile?
– Ja szacuję, że minimum 23 mln zł. To też zależy od tego, ile punktów zdobędą zawodnicy. Jak zdobędą więcej, będą w play-offach i walczymy dalej, a wtedy trzeba będzie wydać więcej.
– Czy trudno jest w Zielonej Górze znaleźć sponsora na sport zawodowy?
– Bardzo trudno. Ja na żużel dałem tyle pieniędzy, co wszyscy pozostali sponsorzy razem wzięci.
Teraz będę wydawał jeszcze więcej. Dodam, że w tym roku w Falubazie nie ma jeszcze wykupionych wszystkich reklam. Jak znajdą się chętni, jestem gotów nawet odstąpić swoje miejsca.
– Jest pan zwolennikiem spółek skarbu państwa w sporcie zawodowym?
– Byłbym, gdyby finasowanie dzielono po równo. A teraz tak nie jest. Jeden klub dostaje bardzo dużo, drugi nic. A przecież są to częściowo nasze pieniądze, z naszych podatków. (debil - przyp. red.)
– Tegoroczny plan to brązowy medal. A kiedy będzie ten złoty medal?
– Może w następnym sezonie.