Sledzio pisze:Na trybunach owszem było cudownie bo sam cieszyłem się jak dziecko z wygranych naszych no ale na torze liczył się start praktycznie i dojechanie do mety.
miedziany pisze: mecz nudny jak flaki z olejem, ale przynajmniej zloilismy im du*sko
Tak, tak. A Ty po kazdym pierwszym czy drugim zakręcie już wpisywałeś wynik do programu.
Oczywiście nie czekałes aż chłopaki dojadą do mety, nie drżałeś, ze moze ich ktoś wyprzedzić, nie było mowy o żadnej wywrotce czy defekcie. Nieee, pełny luzik, po pierwszym kółku już mościłeś się wygodnie na fotelu i czekałeś tylko w spokoju na podanie czasu...
A ja i reszta frajerów z Lublina zaciskaliśmy kciuki z nerwów co by się udało. Zazdroszczę wam Śledziu i miedziany, bo ja już tyle meczów widziałem z nieprawdopodobnymi sytuacjami, że dopóki mecz nie skończony ( albo już tyle punktów zdobytych, że wygrana pewna) to nigdy nie jestem pewien wyniku. Prześledź sobie mecz w Krakowie z Orłem - najlepszy przykład.
Nie mówiąc o meczu z Unią Leszno w 1990 zakończonego remisem gdzie kilkanaście biegów było remisowych i dwa razy po 4-2. Nikt nikogo nie minął na trasie ale emocje były takie, że ja dwie paczki papierosów spaliłem. Takie właśnie mecze pamieta się całe życie.





