Uratował mu karierę, że dzisiaj może zarabiać kosmicznie w Falubazie i być zgodnie z własnym życzeniem koniem pociągowym, który wyszedł z cienia Zmarzlika - powodzenia :) Clue tematu jest to co napisał Cooper. Nie jest tu najważniejsze czy Kubera się odzywał podczas rozmowy czy nie. Najważniejsze jest, że sama jego obecność nie wysyca kryterium lojalności i nie jest przejawem relacji "przyjacielskich", o które ewidentnie Kuba zabiegał.
Nikt nikomu nie uratował kariery. Już prędzej powinniśmy pomnik Lagucie postawić (o zgrozo!), bo bez niego spadlibyśmy z hukiem z Ekstraligi już w pierwszym sezonie.
Kubera rozwinął się w Motorze, a dzięki temu klub zdobył kilka medali DMP. Korzyść była dwustronna. Kępa nie zakontraktował Kubery z dobroci serca (i tej dobroci by nie było, gdyby Kubera zaczął przywozić gorsze wyniki), z kolei Kubera za darmo nie jeździł i swoje zarobił. Dopóki ten układ pasował obu stronom dopóty współpraca się układała. Jeżeli, przestał odpowiadać to współpraca się kończy - proste. I nie ma znaczenia czy kończy ją zawodnik czy klub. Każda strona ma do tego prawo.
Natomiast moim zdaniem sposób zakończenia tej współpracy przez Kuberę był jak najbardziej w porządku. Zakomunikował tą decyzję osobiście (przynajmniej na spotkaniu, na którym był osobiście), odpowiednio wcześniej i ją uzasadnił. Trudno wymagać (choćby biorąc pod uwagę dobre obyczaje) więcej.
Kępa z kolei, odnoszę wrażenie, jest zirytowany tak naprawdę tym, że zawodnik powiedział mu "nie", co godzi w jego wybujałe ego (o czym napisałem w pierwszym poście w tym temacie).
Szykujesz dwa grube strzały kontraktowe, 2-letnie umowy z polskim topem. Ugadujesz wielki koncern Lotto dla wzmocnienia "amunicji". Wszystko jest praktycznie gotowe, Motor ma mocno otworzyć sezon w obecności sponsorów, a media mają się posikać z wrażenia. Wyjeżdżasz sobie wyluzowany na parę dni, żeby po powrocie zorganizować konferencję etc. Wracasz a tu SMS od Kubery czy możemy pogadać, ciekawe o co chodzi, może dom chce kupić w Lublinie czy co. Kubera przychodzi z bratem i patrzy w podłogę cedząc tylko do brata "ty mów".
No można się rozczarować?
Oczywiście, że można. Jak szukasz roboty, przechodzisz 3 etapy rekrutacji, a dostajesz strzała w 4 to też jesteś rozczarowany. Tylko czy można coś zarzucić pracodawcy, że wybrał ostatecznie innego kandydata? No, chyba nie.
Wniosek - dopóki nie masz papieru to traktujesz sprawę jako niepewną. Proste. I Kępa z pewnością doskonale o tym wie.
Tym bardziej, że Kępa w mediach zarzucał Kuberze co innego niż piszesz - jak zrozumiałem "że powody, które podał Kubera są dla Kępy nieprzekonywujące". No sorry. Nie muszą być.
A przyjaźń w biznesie? Też robiłem różne biznesy z wieloletnim przyjacielem (zresztą przyjaźnimy się do dziś) i niestety spotkałem się z oczekiwaniem (choć nie wyartykułowanym bezpośrednio) żebym ze względu na przyjaźń robił coś po kosztach. Mam wrażenie, że Kępa miał podobne oczekiwania, choć oczywiście w zupełnie innej skali.
Kubera niczego nie musi. Jesteś zaślepiony prymatem zawodnika, więc jesteś w stanie wytłumaczyć "niemuszeniem" każdą głupotę i dziadostwo tego czy innego. Nawet nie widzisz, że Michelsen przez swoją głupotę i pazerność na nędzne grosze miał dwa lata w plecy, bo przecież będąc zawodnikiem Twojego ulubionego klubu wrócił do swojego topu na złość Kępie.
Ty z kolei musisz zawsze stawiać hierarchię albo kategoryzować wszystkich. Tu mamy równość stron. Kubera chce iść do innego klubu - idzie. Kępie nie pasuje ile punktów zdobywa zawodnik - nie podpisuje z nim kolejnego kontraktu. To się nazywa równość stron i konsekwencją tego jest, że nikt do nikogo nie powinien mieć pretensji.
Mnie to akurat ani ziębi ani grzeje, że Michelsen zawalił dwa sezony w Częstochowie - sam obrał taką drogę i poniósł tego konsekwencje. Tak samo jak Kubera - poszedł do Zielonej, bo uznał, że to jest dla niego korzystne. Czy faktycznie będzie, to się okaże, ale konsekwencji tego poniesie Kubera.